piątek, 15 stycznia 2010

O lenistwie raz jeszcze

Dopadlo mnie wczoraj. Caly dzien jakis przymulony byl, nawet wielki kubas kawy Starbuckowej nie pomagal na dobudzenie. Po dotelepaniu sie do domu (postanowilam skorzystac z dobrodziejstwa metra, zaczytalam sie w najnowszym Brownie i przegapilam swoja stacje) wzielo mnie na pizze. Przez kolejna godzine gniotlam, mieszalam, siekalam i przygladalam sie jak rosnie. Zaciekawil mnie przepis Gordona, ale stwierdzilam ze jednak moj stary jest najlepszy. Sciagnelam tez pomysl Pizza Hut z cheese bites. Efekt: wiadomy. Do tej pory czuje sie ociezala i najedzona.
Dodatkowo mam podeslala przepis na ciasteczka owsiane, ktory okazal sie iscie diabelski. Ciastka sa chrupiace i delikatne i wprost rozplywaja sie w ustach.
Zamiast treningu biegowego mialam wiec silowy (ugniatanie, ukrecanie).
A dzis dla odmiany impreza firmowa, wiec biegania tez nie bedzie. Chyba ze bede scigac nocny autobus na obcasach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz