piątek, 6 listopada 2009

"Running hurts up to a point and then it doesn't get any worse."


Taki oto piekny i inspirujacy cytat znalazlam w najnowszym newsletterze fundacji maratonu londynskiego. Bardzo motywujace, zwlaszcza gdy probuje schodzic po schodach kaczym chodem by jak najmniej urazic bolace lydki.
Dwa dni temu odkopalam moja bieznie spod sterty blizej nieokreslonych tkanin (sprawdza sie doskonale jako suszarka do recznikow, tudziez ubran rowerowych) i postanowilam pobiegac godzinke bez konkretnego planu. Bylam ciekawa gdzie ta godzina mnie zaprowadzi. O dziwo, wyladowalam dokladnie w tym samym miejscu tylko 10km dalej. Bieglo sie dobrze, nawet musze przyznac ze bardzo dobrze, a po skonczonym treningu nie czulam zmeczenia. Jak tak dalej pojdzie to w kwietniu powinnam byc w stanie przebiec te 4 x tyle. Ladnie sie rozciagnelam po, wiec skad te kolce w lydkach dzisiaj? Fantastyczna sprawa taka bieznia, zwalszcza gdy na zewnatrz zimno, wieje, siapi i ciemno. Nie dosc ze jest tak sprytna ze ma 10% nachylenie (idealne do podbiegow bo w mojej okolicy gorek nie usypano) to jeszcze ma wiatraczek. Taki cymes.


Od jutra (bo dzis biegac nie planuje) bedzie mozna sledzic moje truchtanie dzieki malemu wigetowi Nike+. Tak, tak, po prawie 7 miesiacach oczekiwania ponownie jestem szczesliwa (ciekawe na jak dlugo) posiadaczka opaski Nike. Poprzednia zbuntowala sie po 9 miesiacach owocnej wspolpracy i padla, obnizajac moja motywacje daleko ponizej 0. Zabawne jak taki maly gadzecik pomagal w bieganiu i uzaleznial. Nagle czulam sie jakbym na nowo uczyla sie biegac. Nie mialam pojecia jak rozkladac sily i najczesciej okazywalo sie ze niepotrzebnie przyspieszam wypalajac sie daleko przed koncem trasy. Nike wspanialomyslnie przyjal ja spowrotem i obiecal nowa, ulepszona wersje wkrotce. To bylo w czerwcu. W sierpniu pojawily sie paskudne szaro-rozowe. Nie mialam ochoty wygladac jak Barbie (zwlaszcza biorac pod uwage fakt ze caly zestaw biegajacych ciuchow mam czerwono-czarny i nie, to nie o kolor ubrania chodzi w bieganiu, jakby kto pytal). Stwierdzilam ze bede cierpliwa, bo obiecali moja wersje kolorystyczna na poczatku jesieni. Tu mozna by sie sprzeczac ktory poczatek mieli na mysli? Kalendarzowy (polowa wrzesnia), drzewny (spadajace liscie), temperaturowy (yyyy sierpien?) a moze zyciowy (tak po 70tce?). Cierpliwosc zostala nagrodzona i w koncu wczoraj, miesiac po zlozeniu zamowienia dostalam te jedyna i wlasciwa czerwono-czarna wersje. Nie mialam jeszcze okazji sprawdzic jak sprawuje sie nowy wyswietlacz. Poprzedni - czarny z bialymi cyferkami byl niewidoczny w mroku, trzeba bylo podbiegac pod latarnie i wyginac reke pod nienaturalnym katem po to by dostrzec co tam sie wyswietla. By zadoscuczynic przedluzajacej sie zwloce Nike dorzucil tegoroczna Koszulke Human Race. Mily gest biorac pod uwage fakt ze przez ich opieszalosc sam bieg mnei ominal. No i rozmiar M nie do konca wpasowuje sie w moje nowe, ulepszone, oplywowe ksztalty ;) ale "darowanemu koniowi... itd"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz