czwartek, 22 grudnia 2011

This is it

Pakowanie czas zaczac. Zdecydowalismy sie. Wracamy. Pojawienie sie Tygrysa zagralo tu decydujaca role. Mlody zasluguje na porzadne, beztroskie  dziecinstwo z lazeniem po drzewach, obdzieraniem kolan, jedzeniem kartofli z ogniska, uganianiem sie z dzieciakami sasiadow i rozpieszczaniem przez Dziadkow ("bierz poki mama nie widzi). Tego nie zapewnie mu tutaj. 

Bilety kupione, firma przewozowa zorganizowana, teraz pozostaje nam tylko zapakowac owoce 5-letniego zbieractwa w pudla i pudeleczka. Worki prozniowe, dziesiatki pudelek, kilometry szarej tasmy (czemu szarej jak ona brazowa jest) to moja przedswiateczna rzeczywistosc. No i ta moja szczesna nieszczesna bieznia. 100 kilo zywej wagi. Zyczliwi kaza sprzedac, ale ja mowie zdecydowane NIE. To jak pozbyc sie czlonka rodziny. (Nic sie nie martw "malenstwo" znajdziemy ci miejsce w domu).

Tygrys pozostaje niewzruszony na nagle zamieszanie wokol. Odkryl wlasnie ze ma piesc, ktora doskonale nadaje sie do ciamkania, jest dostepna na kazde zawolanie i nikt mu jej nie zabiera. Niech mu bedzie. Przedwczoraj zaliczyl 2 miesiace, prawie podwoil wyjsciowa wage osiagajac 4,1kg i uraczyl mnie pierwszym bezzebnym usmiechem. Cudny jest. 

Biegowo jest marnie. Po ostatnim wyskoku przeziebienie meczylo mnie ponad tydzien a tu trzeba uwazac zeby nie przeniesc czegos na Tygrysa. Chwilowo rezerwuje resztki energii na Swiateczne obzarstwo. 

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Back to Square One

Skonczyly sie wymowki. Pogoda lepsza i tak nie bedzie, pociazowy tluszczyk sam nie spadnie, poszlam zatem pobiegac.
W tutejszych parkach wyznaczono 500m bieznie a na ich trasie zainstalowano male silownie. Maszyny sa pogrupowane po 3 i znajduja sie w 4 roznych punktach.



M spacerowal z Juniorem a ja robilam koleczka z przerwami na cwiczenia na kazdej maszynie. W sumie wyszlo tego 2.5km. Juz zapomnialam jak fajne jest bieganie. Dodatkowe kilogramy i miesiace bezruchu robia jednak roznice. Truchtalam sobie powolutku bo tylko na to starczylo mi sily. A Zatem zaczynam wszystko od początku. Moze to i lepiej, bo wiedzac to co wiem, bede sie starac uniknac starych bledow. 

A Tygrys to dziecko prawie idealne. Z pomoca niejakich pań Tantum i Hogg robi sobie tylko jednego pit stopika o 3am na dotankowanie i spi pieknie do rana. 

niedziela, 6 listopada 2011

Niecierpliwiec

Tygryski to niecierpliwe chlopaki. I tak moje kudłate szczęście postanowiło pojawic się 5 tygodni wczesniej. 2 dni spedził na intensywnej terapii, ale już od ponad 2 tygodni jest z nami. 2.150 kilo czystego szczęścia.

Tygrys na razie bryka tylko przy przewijaniu. Oprocz tego jego ulubionym zajęciem jest spanie, spanie, spanie i jedzenie. 
Powoli uczymy sie siebie nawzajem. Potrafię juz normalnie (w miarę) funkcjonowac spiac po 1-2 godziny na raz. 
Pierwsze pytanie do poloznej po pojawieniu sie Tygryska:
- To kiedy mogę zacząc biegac?

wtorek, 2 sierpnia 2011

It’s a boy!

Przeciez powtarzalam od samego poczatku, ze Tygrys to Tygrys I nikt mi nie chcial wierzyc. Pani od USG stwierdzila jednoznacznie, ze to Potomek. Misqu dumny (z Potomki tez by byl, ale wiadomo faceci cos maja z tym dziedzicem i przetrwaniem nazwiska). Majac potwierdzenie dumamy nad imieniem. Chwilowo bez widocznych efektow. Wprawdzie Misqu nadal probuje przemycic Krzysztofa, ale to sie raczej nie zdazy.


Cwiczeniowo zrobilo sie za to dosc aktywnie, zarowno u mnie jak i we mnie. Niedawno probowalam przekonac dziecko zeby w koncu zaczelo kopac, tak teraz grozba i prosba naklaniam Mlodego do zmiany pozycji lub celu kopniakow. Pilkarz maly rosnie i trenuje sobie dzielnie na moim pecherzu, albo tez zapierajac sie gdzies o kregoslup sprawdza o ile da sie rozciagnac mamusiny brzuszek. Wyrobil juz sobie dzienna rutyne i tak pilka nozna w godzinach popoludniowych a rozciaganie i przewroty najchetniej po 22.30 (bo to akurat moja pora spania, wiec raczej oczywiste).

Biegam na zmiane to na joge to na wodny aerobik. I tradycyjnie zaluje ze nie zaczelam wczesniej  (zajecia sa dostepne od 12 tygodnia ciazy). No ale zawsze lepiej pozno niz wcale. Joge mam we wtorki po pracy i w sobote rano. Pozycje sa oczywiscie dostosowane do naszego „wyjatkowego” stanu, nic co zbytnio obciaza. Doskonale rozciagaja zmeczone miesnie plecow, wzmacniaja uda, dolne partie brzucha i ramiona (przyda sie do lulania Mlodego pozniej). Uczymy sie tez oddychania i cwiczen, ktore beda pomocne podczas porodu.

Basen w czwartkowy wieczor to calkiem inna zabawa. Juz sama woda cudnie odciaza kregoslup. Instruktorka nie daje nam zadnej taryfy ulgowej i tak po zajeciach ledwie moge ruszac rekami. Juz zapomnialam jakie to przyjemne uczucie - zmeczenie pocwiczebne. Po tygodniu cwiczen czuje sie o wiele bardziej zrelaksowana i pelna energii. Najchetniej poszlabym jeszcze na zwykle plywanie, ale chwilowo nie wiem gdzie je zmiescic. Nie ma opcji bym wstala przed praca (probujemy nalapac snu na zapas przed pojawieniem sie Juniora) a gdybym poszla po pracy to Miska widywalabym tylko jak spi. Wstrzymam sie juz do urlopu macierzynskiego ( jeszcze tylko 77 dni), bo co ja bede robic przez 6 tygodni wolnego? Dziergac sweterki na drutachJ

W sobote odbyl sie 24-godzinny bieg w ktorym tak bardzo chcialam wziac udzial. Znajomi wrocili z mnostwem przezabawnych opowiesci o biegach po ciemku, gubieniu latarek, probach snu pomiedzy okrazeniami. Moze jeszcze kiedys sie uda, moze zorganizuja cos takiego w Polsce? Tak przegladam polskie kalendarium biegowe i brakuje mi tam biegow dla czystej przyjemnosci, zabawy z odrobina szalenstwa. Czyzbysmy naprawde byli tak powaznym narodem, ktorego bieganie dla zabawy a nie pobicia PB w ogole nie interesuje?

czwartek, 7 lipca 2011

Rosniemy

Rosniemy. Nie wiem kto szybciej ja czy Tygrys. Nowy obywatel zaczal juz nawet przejawiac lekkie zniecierpliwienie kurczaca sie powierzchnia mieszkalna. Ehh to nowe pokolenie.

Nie biegam, jak wiadomo, i ciezko mi z tego powodu. Wdrapanie sie na pierwsze pietro wprowadza mnie w stan hiperwentylacji i zipie jak porzadna lokomotywa. Chwilowo to moja jedyna aktywnosci fizyczna. Na szczescie poszukiwania wolnego miejsca na zajeciach jogi dla przyszlych mamusiek zakonczyly sie w koncu owocnie i za 3 tygodnie zaczne wygibaski. Odnosze wrazenie ze przynajmniej pol Londynu jest obecnie w ciazy bo znalezienie miejscowki graniczylo prawie z cudem. Jedne z zajec rozpoczynaja sie dopiero we wrzesniu i juz kilka godzin po zamieszczeniu ogloszenia na ichniej stronie 80% miejscowek bylo zajetych.

Tygrys jest juz posiadaczem pierwszej fury. Sportowej, a jakze. W porywie naglego zacmienia umyslu (tzw: „baby brain: hmm to po co ja w zasadzie chcialam te lampe przestawiac????”) i ferworu aukcyjnego stalam sie szczesliwa posiadaczka baby joggera. Nie jest to Performance, aczkolwiek jego wczesniejsza wersja. Duze, 20calowe kola, bardzo lekki i zwinny, zbyt szybki jak na moja obecna kondycje. Na szczescie oprocz hamulca zaopatrzony jest w szelke do zakladania na nadgarstek, w razie gdyby Tygrysowi wpadlo do glowy pobujanie sie bez mamusi.  Trudno na razie mowic o wadach i zaletach jako ze nie mialam mozliwosci wykorzystania go w terenie. Z zauwazalnych wad to na pewno jego dlugosc. Z cala pewnoscia nie bedzie sie nadawal na typowy spacerek po mleko, bo manewr nawrotu zakonczylby sie zrzuceniem towaru z polowy sklepowych polek. Nie mniej jednak jest bardzo latwy do skladania. I na plasko wcale nie zajmuje az tak duzo miejsca.

Ostatnio zaczytuje sie ksiazkami Glenna Domana. Kto by pomyslal, ze nauke czytania mozna zaczac juz u kilkudniowego szkraba? Okazuje sie tez, ze mozna zrobic wiele by zwiekszyc sprawnosc fizyczna malucha oraz ulatwic i przyspieszyc fazy raczkowania i stawiania pierwszych krokow (ksiazka). Juz 18 miesieczne dziecko moze zaczac swoje pierwsze treningi biegowe. Juz widze jak smigamy razem z Juniorem. Nie, nie wiem jeszcze czy to Junior czy Potomka. Chwilowo maluch wydaje sie byc dosc wstydliwy, ale mam nadzieje, ze uda sie namowic go do wspolpracy na USG za 2 tygodnie. Mamusia wie lepiej i tak na 99% twierdze, ze to Junior. A jak Potomka to przez pierwsze miesiace bedzie sie, niestety, na niebiesko/bezowo nosic.

czwartek, 19 maja 2011

Urlopowo

Cudnie jest. Trawa zielona, zaby w pelni sil rechoczacych, sloneczko przyswieca leniwie. Urlopujemy sobie od ponad tygodnia u mamy. Wiadomo, nigdzie czlowiek tak nie wypocznie. Zwlaszcza, ze nie daja mi robic NIC. Okazuje sie ze (wedlug babci) nawet chodze za szybko. Tak wiec zwalniamy. Calymi dniami bujamy sie z Tygrysem, najchetniej na hustawce w ogrodzie, gdzie moge podziwiac pracowite sikorki dokarmiajace swoje male. Juz niedlugo sama taka bede. 

Tygrys rosnie jak na drozdzach. Podgladalam go w ubieglym tygodniu i przez 5 dni urosl mi cale 1,5cm. Szalone tempo. Podobno jest juz wielkosci pomaranczki i zaczyna slyszec. Tak wiec prowadze monologi Tygryskowe. Niech sie mlody/a przyzwyczaja do glosu mamusi. 
W urlopowa codziennosci wpisaly sie nagle popoludniwe drzemeczki. Cudny wynalazek. Jak tu teraz przekonac szefa zeby mi w biurze jakas sofke ustawil? Bo od poniedzialku wracamy do rzeczywistosci. 

Z madrosci babcinych:
  • nie mowic do Tygryska Tygrys/Kotecek/Kurczaczek bo sie wlochaty urodzi
  • nie chodzic pod sznurami bieliznianymi bo sie dziecko w pepowine zawinie
  • nie lapac sie gwaltownie za twarz bo bedzie mialo "myszki"
  • nie podnosic rak do gory bo juz nawet nie pamietam jakie to nieszczescie sie przydarzy
  • no i nie zapomniec czerwona chustke szalanowke wziac z babcinej komody bo one kiedys kladly noworodkom pod glowke i zadno zoltaczki nie mialo
  • i wiele innych podobnych 
Stwierdzilam ze rady nalezy ku pamietnosci zapisac, bo o tym to zadna madra ksiazka nie powie.

czwartek, 28 kwietnia 2011

Zmiany

Mialo byc tak pieknie - kolejny maraton w wiosennym Paryzu, zyciowka, zagwarantowane wejscie do Londynu 2012, a jest? Coz, jest jeszcze piekniej.
Zaczelo sie od blizej niezidentyfikowanego bolu w dole plecow. Poczatkowo dosc niewinny, z czasem sprowadzil mnie do postawy przedewolucyjnej. Pomogla joga, troche rozciagania, podplecna poduszka w pracy i urlop. Tak, na urlopie tez mialo byc pieknie: poranne bieganie przy wschodzie slonca i plazowe przebiezki w wieczornej bryzie. Okazalo sie ze Tajlandia nie jest krajem sprzyjajacym wiekszemu wysilkowi fizycznemu (teraz rozumiem te wszystkie psy snujace sie ospale w trakcie dnia). Aby w miare komfortowo biegac musialabym:
a) wstawac przed wschodem slonca i zdazyc spowrotem zanim zdazy wzniesc sie ponad poziom morza - awykonalne na urlopie.
b)  biegac po zmroku gdy teperatura opadnie ponizej 30 kresek (taaaak, komu w glowie bieganie po calym dniu spedzonym na palacym sloncu, jezeli mozna spokojnie posiedziec na rozgrzanym piasku zajadajac smazone krewetki i popijajac Changiem)
Jednym slowem dopadlo mnie lenistwo. Tajlandia kraj piekny i zdecydowanie kiedys tam powroce. Okazuje sie ze jednak nei za szybko. O tym za chwile.











A tuz po powrocie dwie male kreseczki zatrzesly z lekka naszym dotychczasowym zyciem i okazalo sie ze maratonu nie bedzie. Mialam nadzieje, ze bede teraz odrywac uroki biegania inaczej, ale pan doktor pogrozil palcem i powiedzial "absolutnie nie". Lepiej pewnie dmuchac na zimne. Pozostaje mi za to ciazeca joga i basen (znaczy planuje na basen w koncu sie wybrac, jak znajde troche czasu i energii). Z ta energia to jest chwilowo problem. Z nowych ulubionych rzeczy: spanie, wszedzie, w kazdej postaci i pozycji. Zachowuje sie tak, jakbym probowala wyspac sie na zapas (ehh gdyby sie tak dalo), ale w koncu produkcja malego Tygryska to ciezka praca. Tygrysek (tak, cos czuje ze to bedzie ON) jest podobno wielkosci malej cytryny i zakonczyl wlasnie prace tworcze wszelkich organow. Teraz bedzie sobie rosl i rosl. A ja razem z nim. 

czwartek, 6 stycznia 2011

Selection Day - Fotorelacja

RW zamiescil mala foto/filmorelacje z dnia proby w Birmingham. Jak ktos ma chec obejrzenia jak to wygladalo to zapraszam tu RELACJA. Takie czarnoczerwone z szara chusta na glowie to ja.

a tu mnie maltretuja na stole tortur

czwartek, 30 grudnia 2010

Wracam

Po ponad 2 tygodniowej walce z paskudna grypa (ciagle nie wygrana) stwierdzilam ze dosc tego leniuchowania i pora pobiegac. W ubieglym roku o tej porze biegalam sobie dziennie po 15-20km (czasem nawet 2 razy dziennie) a teraz nie robie nic.

Nie wiem co to za paskudny wirus paleta sie w powietrzu, ale wydaje sie byc odporny na wszelkie bezantybiotykowe specyfiki i domowe sposoby. W zasadzie zostal jeszcze kaszel (jednego dnia suchy i laskoczacy, drugiego mokry, wiec nawet nie wiadomo jakiego syropu uzyc) i katar.

Oczywiscie nie odwazylam sie na bieganie na zewnatrz pomimo calkiem cieplej pogody i pieknej poswiatecznej odwilzy. Dokopalam sie do biezni i zrobilam wczoraj delikatne 4km. Przez najblizszy tydzien bede sobie po prostu stopniowo zwiekszac dystans (czas) a jak juz poczuje sie lepiej to wroce do orginalnego planu.

Czy to juz oznaka zakupoholizmu internetowego, jak listonosz zostawia awizo a my nie wiemy co to jest? Sprawdzilismy konta na ebayu, amazonie, maile i co tylko przyszlo nam do glowy i ... nic. Z lekkim niepokojem szlam na poczte odebrac pakunek, bo moze mi kto weglika na swieta przyslal, albo co?
Okazalo sie, ze to runner's world doslal pozostala czesc naszych darow z Birmingham. I tak dostalam taka oto zimowa bluze asicsa
styczniowy numer RW i ksiazke Runner's World Complete Guide To Running. Nawet ciekawa pozycja, zwlaszcza dla poczatkujacych. To zbior artykulow, ktore ukazaly sie na przelomie ostatniego roku w RW dotyczacych tego jak zaczac, gdzie, w czym, plus proste plany treningowe na 5k, 10k, 1/2M i M. Czasem dobrze jest przypomniec sobie podstawy.



niedziela, 19 grudnia 2010

śWirus

Przyszla kryska na Matyska. Dopadl mnie Zlosliwy śWirus krazacy od jakiegos czasu przepastnymi rurkami klimatyzacji w pracy. Albo zlapalam go od szefowej, ktora chichala i prychala we wtorek. śWirus pojawil sie z nienacka i powalil mnie niespodziewanym ciosem w potylice w czwartek. Sparalizowal miesnie, zatkal nos i pozbawil przytomnosci. 

W piatek przyczail sie spryciarz ludzac mnie nadzieja ze najgorsze juz za mna po to by uderzyc ze zdwojona sila wczoraj po poludniu. 

Dodatkowo zasypalo nas wczoraj z lekka (rzeklabym tradycyjnie, bo dokladnie rok temu obgryzalam palce po lokcie probujac sila umyslu zmusic stojacy w szczerym polu pociag do szybszego tempa w drodze na lotnisko).


Tak wiec leze sobie i choruje. W welnianej czapie, zakopana po uszy pod kolderka pocieszam sie ogromnymi ilosciami herbatki eukaliptusowej z miodem i cytryna, swietami z Grizwoldami (brytyjski odpowiednik swiat z Kevinem) i gra w chinczyka.
śWirus przyszedl w ogole w wersji samorozpakowujacej i codziennie odblokowauje sie nowa funkcja. Dzis na przyklad doszedl gruzliczy kaszelek. Rozwazam lykniecie z lekka (2009) przeterminowanego syropku.  A moze poprzestane na ciocinej nalewce z wisienek?

środa, 15 grudnia 2010

Tydzien 2

Czas mi ucieka. Ledwie przymknelam oko na chwile i juz tydzien minal. Swieta za tydzien. Az trudno uwierzyc.

Bede musiala przeskoczyc kilka tygodni, bo do maratonu zostalo juz tylko 17 tygodni a plan ma 24. Pociag i hotel juz zalatwione, a wiec nie ma odwrotu. Jakos zawsze bieg staje sie bardziej realny jak mam w lapce potwierdzenie calej logistyki.

Nie jestem jeszcze w tak dobrej formie by od razu wskoczyc na 7 tydzien wiec postanowilam przeskakiwac co 2 tygodnie az dojde do wlasciwego. 

Dzis byly pagorki. Akurat w okolicy gorek jak na lekarstwo wiec sesja odbyla sie na Dreadmilu (dreaded treadmill = dreadmill). W zasadzie gorki i interwaly na biezni sa o wiele lepsze niz w terenie, moge sobie ustawic dowolne nachylenie zbocza plus jak mam biec w okreslonej predkosci to wystarczy takowa wybrac i nie pozostaje nic innego jak biec. 
Moje malenstwo zostalo ostatnio wzbogacone nowym dodatkiem na dlugie wybiegania. (tak na wypadek gdybym nie mogla ich robic na zewnatrz). 

Monitor znaleziony na smietniku (wystarczylo przylutowac tu i tam). Producent zachwalal na opakowaniu ze taki super hiper plaski i swietnie przylegajacy do sciany. Zapomnial dodac ze pod warunkiem ze bez zadnych kabli wisi. Wszystkie wejscia umieszczone na tylnej obudowie. 3 tygodnie czekalismy na wtyczki w ksztalcie L z Chin. Ale juz dotarly. Bede mogla nadrobic seriale i te inne.

Tak wiec trening na dzis (siegnelam po tydzien 3) zakladal sprint pod gorke. 

2,4km rozgrzewki tempem 7,4'/km
5 x 45s podbiegow (ustawilam 4% nachylenie) w tempie 5,08'/km z 2 minutowym dreptaniem pomiedzy
2,4km tempem 7,4'/km

Dobrze mi to zrobilo bo sie uspokoilam i juz nie chce zrobic czegos bardzo bolesnego wspolpracownikom. Tego spokoju pewnie wystarczy do jutra do 8,35am kiedy to zasiade z kawusia do komputera i poczytam DM log z dzisiejszego wieczoru o tym jak (nie)udaly sie przyjecia swiateczne i co znowu sknocili. 

Chwilowo biegam do albumu "This is War" 30 Seconds to Mars z 2009 a przeze mnie odkrytym 2 dni temu. Lekko opozniony zaplon mam. Po przesluchaniu mam chec zapisac sie na lekcje perkusji. Znowu. Tylko gdzie ja te lekcje wcisne? Od nowego roku znowu szkola, trening, rower. Chwilowo pozostaje tylko rockband

czwartek, 9 grudnia 2010

Haribo

Haribo to takie zelkowe gumisie. To mam w miejscu mozgu po wczorajszym dniu. 6 godzin egzaminu, 2 godziny w pracy probujac nadgonic te opuszczone 6 i dodatkowe 3 godziny na zajeciach. Dotarlam do domu po 10 i padlam jak przecinak. Plan zakladal na wczoraj bieganie pod gorke. Chyba snilam o jakichs gorkach. Czy bieganie we snie mozna zaliczyc do treningu? Bo obudzilam sie zmeczona jak po faktycznym treningu?

Na dzis zdaje sie cwiczenia silowe, opisze wieczorem.

środa, 8 grudnia 2010

Plan B (lub M jak maraton)

To juz oficjalne. Nie chca mnie do dalszej zabawy. Moze to i lepiej? Pod jaka presja bylabym caly czas, a tak moge spokojnie wprowadzic w zycie plan B. (w razie potrzeby mam tez w zapasie plan C)

Jakis czas temu za namowa znajomego, ktory tez biega (i to jak biega, od ponad roku przygotowuje sie do The Enduroman Arch to Arc: biegiem z Londynu do Dover, wplaw przez kanal do Calais i rowerem z Calais do Paryza. Do tej pory podobno tylko 7 osobom udalo sie to ukonczyc. W tej chwili trenuje plywanie. W kanale. Woda ma 2C. W kazdym razie zna sie troche na bieganiu) nabylam "Brain Training for Runners" Matta  Fitzgeralda. 

Biegajacy uwielbiaja rozmawiac o bieganiu. Amatorzy oczywiscie. Profesjonalisci o bieganiu nie rozmawiaja z tego prostego powodu, ze nie maja na to czasu. Oni po prostu biegaja. Cala reszta kocha niekonczace sie dywagacje na temat tempa, VO2max, butow, planow, terningow, gadzetow... Ta ksiazka niewatpliwie daje spore pole do popisu.
Im wiecej czytam tym mniej wiem. Nagle okazuje sie, ze mozg tez trzeba sobie potrenowac. Autor twierdzi, ze ma odpowiedz na pytanie dreczace kazdego biegacza: jak biegac szybko przez jak najdluzszy czas? Podobno zmeczenie dopadajace nad po przebiegnieciu x km wcale nie jest efektem braku energii. Odkryto, ze w momencie odczuwania zmeczenia  miesnie nadal zawieraja spore zapasy paliwa. Winowajca jest mozg, ktory wysyla zludzenie zmeczenia i tym samym zostawia sobie zapas tak by nie dopuscic do calkowitego wyczerpania organizmu. Cos jak lampka od rezerwy. 
Cala ksiazka to 562 strony informacji o tym jak biegac szybciej i wydajniej. Zapewne bede czesto do niej powracac.
Oprocz teorii zawiera tez sporo planow treningowych opartych na zasadzie treningu umyslu. Kazdy dystans (5K, 10K, pol M, M) jest rozbity na 3 plany treningowe, zroznicowane kondycja i czasem wolnym trenujacego. Zaczynam od najlatwiejszego, nie oszukujmy sie moja kondycja pozostawia wiele do zyczenia w tej chwili. Jezeli nagle moja doba rozszerzy sie do 30 godzin to moze siegne po bardziej zaawansowany plan. 

Poziom 1
Plan trwa 24 tygodnie, zaklada 4 biegi tygodniowo plus 2 treningi silowe i jeden cardio (opcjonalny). Kazdy plan jest podzielony na faze podstawowa, budowe 1, budowe 2 i szczytowa. 
Kazdy tydzien sklada sie z 3 glownych treningow: predkosc w Srody, wytrzymalosc w Piatki i rozszerzona wytrzymalosc w Niedziele.

Najpierw nalezy okreslic wlasciwe tempo przy pomocy dwoch tabelek. W pierwszej okresla sie TPL(target pace level) w zaleznosci od czasu osiagnietego podczas ostatniego biegu na okreslonym dystansie. I tak ja kwalifikuje sie na poziom 46 (na 50 mozliwych, marniutko). Im dalej w las z treningiem tym wartosc zacznie sie zmiejszac i trzeba bedzie odpowiednio  dostosowywac tempo.

Znajac wartosc TPL okreslamy tempo poszczegolnych treningow wedlug tableki nr 2. 

Skomplikowane? To do dziela

Tydzien 1
TPL: 46

Poniedzialek: odpoczynek

Wtorek: Base Run + Drills
               3M (4,8km) tempem podstawowym (w moim przypadku 7min/km)
               20s biegu z nieruchomymi rekami (dlonie zlozyc przed soba tworzac obrecz)
               20s skokow na jednej nodze

Po co te sztuczki? Wedlug autora maja poprawic krok.

bieg z nieruchomymi rekami zmusza glebokie miesnie brzucha do pracy nad utrzymaniem odpowiedniej postawy i uczy jak uzywac ich podczas biegu

skoki na jednej nodze zwiekszaja sile odbicia, poprawiaja stabilnosc bioder, miednicy, dolnej czesci plecow i kolan 

Czy taki trening zadziala? Na pewno nie pozwoli mi sie nudzic. Zwlaszcza jak skacze na jednej nodze wokol pokoju ku uciesze M.

Sezon biegowy 2010-2011 uwazam za oficjalnie rozpoczety.



wtorek, 7 grudnia 2010

RW Selection Day - wrazenia

Selection day – chyba chodzilo im o Day in Hell.

Pomijajac impreze sasiadow do godzin wczesnoporannych w piatkowa noc, ktora zmusila mnie do spania w zatyczkach, pobudki po 5, dotarcia na peron kilka sekund po zamknieciu drzwi pociagu, problemow z karta przy placeniu za bilet udalo mi sie dostac na miejsce na czas.

Zebralismy sie w sali wykladowej, 37 osob usmiechajacych sie nerwowo do siebie, probujacych zartami pokryc denerwowanie i niepewnosc. Po krotkim przywitaniu, zdjeciach i przedstawieniu trenerow (posepne miny, zero usmiechu, co nie wrozylo dobrze) zostalismy podzieleni na 3 grupy, w zaleznosci od przewidywanego czasu ukonczenia maratonu. Trafilam do najliczniejszej grupy 3.30-4.30.

Na szczescie/nie szczescie obie sesje na zewnatrz przypadly nam na samym poczatku, co w sumie okazalo sie najlepszym rozwiazaniem. Jak na tak zachwalany obiekt sportowy stan biezni pozostawial wiele do zyczenia. Nikt nie pomyslal o tak prozaicznej czynnosci jak odsniezenie. Warstwe czesciowo przymarznietego sniegu przykrywala ruchoma warstwa mokro-lepko-slizgajacego sie paskudztwa. Gdy tylko wyszlismy na zewnatrz zaczal padac lodowao zimny deszcz. Poczatkowo byl dosc delikatny ale z kazdym kolejnym okrazeniem przybieral na sile.

Sesja nr 1 z ponurym, surowo wygladajacym trenerem zaczela sie od 4 okrazen na rozgrzewke. Nogi rozjezdzaly sie na mokrym sniegu i duzo energii musialam poswiecac na utrzymanie rownowagi. Nastepnie 100m w tempie maratonu i 400m w tempie 10k. Razy 10.

Jestem jak lokomotywa. Rozgrzanie sie i osiagniecie zadowalajcego tempa zajmuje mi zazwyczaj jakies 7 pierwszych kilometrow. Potem juz pedze do przodu. Nie wykazalam sie zbytnio na tych 5km. Bieglam rownym tempem owszem, ale bylam ostatnia z grupy. Ukonczylam w zdaje sie 32min. Najszybszy uczestnik przemknal w tym czasie chyba ze 3 razy obok mnie.

Po 20 minutowej przerwie w budynku, zaopatrzeni w wode i butelke gatorade spowrotem na bieznie, tym razem pod okiem bardziej usmiechnietego torturownika. Nigdy nie ufaj trenerowi z usmiechem. Po ponurym przynajmniej wiesz czego sie spodziewac.

2 okrazenia rozgrzewkowe. Luzik.

- A teraz bedziemy biegac w tempie jakie planujecie osiagnac podczas kwietniowego maratonu (chwila, jezeli mam zamiar je osiagnac w kwietniu, po miesiacach treningu to skad ten pomysl ze dam rade biec nim teraz?). Plan wyglada tak: jedno koleczko, 30s odpoczynku, 1 koleczko, 30s odpoczynku, 2 okrazenia, 1 min odpoczynku, 4 koleczka, minuta odpoczynku, 5 koleczek, 2 minuty odpoczynku i jezeli chcecie to 4 koleczka na zakonczenie. Wesolych Swiat! – dodal z szerokim usmiechem.

Kolko nr 1 – nogi juz sie z lekka przyzwyczaily do rozjezdzajacej sie mazi
Kolko nr 2 – dzielnie trzymam sie grupy
Kolko nr 3-4 – daje rade, ale coraz trudniej utrzymac mi sie z moja grupka
Kolka nr 5-8 – dysze jak parowoz, odliczam zakrety do konca kazdego kolka starajac sie nei wybiegac mysla bardziej do przodu.
Kolka nr 9-... nie dalam rady. Niedyspozycja ostatnich dni, zmeczenie nieprzespana noca, wysilek biegania po sliskiej mazi daly o sobie znac i zrobilo mi sie slabo. Wydaje mi sie ze wykazalam sie tu dojrzaloscia biegowa i rozsadkiem: zaprzestac biegu w momencie gdy czuje ze kontynuowanie mogloby zakonczyc sie omdleniem, po to tylko by zaimponowac trenerowi. Jezeli tym samym podkopalam swoje szanse na dostanie sie dalej to moze to i lepiej?

Czekajac na reszte towarzystwa (oczywiscie wszyscy inni ukonczyli) wdalam sie w pogawedke z trenerem ktory przygotowywal sprinterke na torze obok (filigranowa dziewczynka biegala po sniegu ciagajac za soba opone, i to ja narzekalam ze zle mi sie bieglo?). Popatrzyl sceptycznie na nasza grupke i stwierdzil ze my truchtacze (tak nas nazwal) nie mamy w zasadzie pojecia o bieganiu. Truchtamy sobie w roznych tempach do przodu, owszem ale kompletnie zaniedbujemy trening silowy i wzmacnianie odpowiednich miesni. Oslabione miesnie brzucha i plecow nie podtrzymuja tak jak trzeba, szybko tracimy postawe, garbiac sie obciazamy uda, kolana, lydki i kostki. Biegniemy wolniej nie dlatego, ze nie mamy sily, ale dlatego ze biegniemy w nieodpowiedni sposob. Jak przyjrzalam sie biegnacym to stwierdzilam, ze faktycznie mial racje.

Po lunczu moglismy sie juz przebrac w suche ubrania i zostac na sali na zajecia z fizjoterapeutka. I te okazaly sie najciekawsze. Niby biegam od jakiegos czasu i czytam rozne madre ksiazki, ale tak naprawde nie zdawalam sobie sprawy jak duza role odgrywaja miesnie posladkowe. Pokazala nam kilka prostych cwiczen na ich wzmocnienie, na rozciagniecie bioder. Fajnie byloby miec takie zajecia czesciej.

Dostalismy tez anietke do wypelnienie typu: czy wiesz ze, podaj zabawna informacje o sobie...

Caly dzien byl obfotografowany i filmowany przez ekipe RW na potrzeby artykulu. Nie udalo mi sie niestety wymigac od krociotkiego mini-wywiadziku przed wszedobylskim okiem kamery. Zabawne jak czlowiek glupieje jak tylko zapala sie ta mala czerwon lampka. Ze tez jeszcze niet nie wpadl na to by ja schowac tak by filmowany jej nie widzial. Poprosilam o latwy zestaw pytan.

- Czego nauczylas sie z sesji na biezni?
- YYYYYyyyyy ze nie lubie biegac po sniegu?
Oczywiscie blyszczalam blyskotliwoscia i spoconym obliczem. J

Czego sie nauczylam? Ze dobrze jest miec kogos do popychania. Takich sesji zabraklo w moim treningu do ostatniego maratonu. Ze nie wystarczy nabijac kilometrow. I ze bardzo trudno jest samemu wyrwac sie z „comfort zone”. Przydalby mi sie ktos obok, kto by mie do tego zmusil.

Dostalismy biegowe czapki i rekawiczki asicsa, butelki z dziurka (obwarzanki), zestawy do czyszczenia butow biegowych, kopie RW, bluzy asicsa i Complete Guide to Running

3 dni pozniej a ja nadal mam trudnosci z chodzeniem. Tylne strony ud bola pod tak dziwnym katem, ze mam wrazenie ze nigdy wczesniej tych miesni nie uzywalam.

Wczoraj lub dzis maja dzwonic. Hmmm prawie poludnie a teleon milczy. Raczej nie licze na dostanie sie dalej. Mino wszystko bardzo ciekawy dzien, ktory dal mi troche do myslenia. I chyba o to chodzilo.

piątek, 3 grudnia 2010

Przygotowania

Zima na calego. Mam nadzieje ze pociagi beda kursowaly jak trzeba.


Z racji trudnych warunkow pogodowych czesc osob nie jest w stanie dojechac jutro. Po cichu zacieram lapki: mniejsza konkurencja. Szkoda mi ich bo wiem jaka bylabym zla gdyby to mi sie przytrafilo. Przede mna jutro tez 105mil. Na miejscu trzeba byc o 9,30. Czyli 8,30-9,00 tak na wszelki wypadek. To oznacza pociag o 7, metro o 6,15 a pobudka 5,45. W sobote. Rano. 

Wczesniej mialy byc 4 grupy po 10, teraz beda tylko 3 grupy i kazda bedzie miala nie godzinna sesje, ale 50min. To dawaloby jakies 27 osob zamiast 40. Jak szybko moje szanse wzrosly. Pora przygotowac ubranko i buty. 

poniedziałek, 29 listopada 2010

London Running Show, przedsobotnia panika i inne stresujace wydarzenia

Zaczne moze chronologicznie. Bylam wczoraj na targach biegowych. W zasadzie wybralam sie tam juz w ubiegly weekend. Po godzinie spedzonej w metrze przywital mnie wielki plakat reklamujacy targi erotyczne. Co za...? Jak ktos nie ma w glowie... Daty mi sie pomylily. Wczoraj sila zwleklam sie z cieplego lozeczka. Lekko sie rozczarowalam. Oglaszane jako biegowe wydarzenie roku przypominaly raczej masowa wyprzedaz dawno zapomnianych skladow z magazynow. Przejscie calej wystawy zajelo nam 10 minut i to zatrzymalysmy sie na chwile przy kilku stoiskach i na 2 prelekcjach na temat zasad treningu i wkladek do butow. Nie bylo zadnych nowosci ani ciekawostek. Na stoisku RW mozna bylo zbadac sobie krok (jaki jest polski termin odpowiadajacy "gait analyze"? bo na pewno jakis jest), byly 20min masaze po 10F, odzywki.  Expo przed maratonem w kwietniu bylo o wiele lepsze. I nie trzeba bylo bieltow.

Z pozytywnych rzeczy, hmmm dwie. Pierwsze 1000 osob otrzymalo taki zestawik na wejsciu:

I byly ciekawe sznurowki:

Sa elastyczne, po rozciagnieciu supelki gina i bez problemow mozna zasznurowac buta. Ale juz w druga strone sznurowanie zatrzymuje sie tam, gdzie je zostawilismy. Nie ma problemu z chronicznym rozwiazywaniem sie sznurowek. Przy standardowych sznurowkach but sciagany jest raczej w gornej czesci stopy, przy kokardce. Te natomiast pozwalaja na rownomierne rozlozenie scisniecia, co ma usprawniac krazenie i komfort biegu. No i dodatkowo zapamietuja swoje polozenie wiec nie ma potrzeby poprawiania sznurowania. Po zdjeciu buta pozostaja tam, gdzie byly. Cena: 10 funtow. Jak znajde ciekawa promocje to zobaczymy jak faktycznie dzialaja.

Dostalam dzis rozklad dnia na przyszla sobote. Eliminacje odbeda sie na terenie Uniwerystetu w Birmingham. Podobno jedno z lepszych centrum sportowych z swietna wewnetrzna i zewnetrzna bieznia, silownia, zespolem oceniania wydajnosci sportowcow, fizjoterapia itd. 
40 wybranych osob zostanie podzielonych na 4 grupy, ktore beda mialy godzinne zajecia:
2 x sesja na biezni ze Stevem Smythem i Budem Baldaro
analiza kroku/ zajecia z podiatra
ocena kondycji

Nawet jezeli nie uda mi sie przejsc dalej to taki dzien ze specjalistami to swietna przygoda i na pewno sporo sie od nich dowiem.

Przed rozpoczeciem zajec beda nam pstrykac zdjecia, ktore potem beda wykorzystywane we wszelkich materialach dotyczacych konkursu i tu mam dylemat:
a) wybrac sie "na zywca" bo przeciez powazna biegaczka makijazu nie uzywa i pomstowac na jakosc paszczy spogladajacej potem ze strony RW
b) upiekszyc sie do fotki (ku potomnosci) i wyjsc na lampucere co to nawet biega w tapecie
c) j.w. ale zaopatrzyc sie w mokre chusteczki i zetrzec swinstwo z twarzy coby nie splywalo podczs terningu

RW zwraca koszty podrozy, zapewnia lunczyk i to co biegajacy uwielbiaja najbardziej: siatke pelna dobra za friiiiiiiii. 
Z 40 wybiora sobie finalowa 18 (a nie 24), to by dawalo 4,5 osoby z kazdej grupy, czyli mam prawie 50% szans. 

Nie wiem jak sie przygotowac, oprocz po prostu biegania. Jak bedzie wygladac sesja na biezni? Ocena kondycji? Jakies pomysly?

Ze stresujacych rzeczy: metro znowu na strajku. To juz 4 raz chyba od wrzesnia. Temperatury spadly ponizej -2 (jak na Londyn to juz prawie katastrofa) co w polaczeniu z zapowiadanymi na jutro opadami sniegu znowu sparalizuje cale miasto. Dobre pol godziny zajelo mi odmrazanie ud po porannym pedalowaniu do pracy. Zabawne sa komentarze wiekszosc obcokrajowcow, gdy mowie ze zimno:
-  Jak to zimno? Przeciez ty z Polski jestes?
Tak jakby pochodzenie z kraju sniegu i sredniej temp ponizej -20 zapewnilo mi podwojna skore, wbudowane ocieplacze i znieczulenie koncowek nerwowych. Kurtka Gore sprawdza sie wysmienicie (o niej w wiekszym opisie wkrotce)

No i juz na koniec, aby dopelnic moj poniedzialek mialam ustny egzamin z angielskiego (bo mi sie ceryfikatow zachcialo). o 8,00 wieczorem. Po calym dniu bylam tak wymarnowana ze juz mi wszystko jedno bylo. 

Krotka sesja Pilatesa i zaszywam sie teraz pod kolderke. Bede dziergac Misia

czwartek, 25 listopada 2010

Glupi ma szczescie ;)

Runners World i Asics zorganizowali konkurs. Co roku wybieraja 6 osob, ktorym pomagaja w przygotowaniach do maratonu (w tym przypadku to bedzie Paryz 2011). Zapewniaja im:

- indywidualna opieke trenera (Steve Smythe lub Bud Baldaro), fizjoterapeuty, dietetyka, psychologa sportowego (?? No tak ktos kto tyle biega potrzebuje chyba),

- 2 zjazdy treningowe z powyzszymi trenerami (pokrywaja koszty podrozy i zakwaterowania) w Birmingham

- pokrywaja koszty podrozy, zakwaterowania i oplat na maraton i na wybrane przez siebie pol maratonu w UK,

- VIP opieke pobiegowa (masaze itd)

- buty i caly osprzet biegowy Asicsa

- zegarek Timex Ironman Global Trainer GPS

- I roczna prenumerate RW

Po prostu biegowe niebo.

Najpierw ze wszystkich aplikacji wybieraja 40 osob, ktore 4 grudnia beda mialy assesment day w Birmingham. Tam trzeba bedzie pobiegac troche na biezni, poopowiadac o urazach i historii swojego biegania itd. Po prosty wykazac sie. Pod koniec dnia wybiora 24 osoby. Te zostana pokrotce opisane na stronie RW i ludziska wybiora sobie ulubiona 6 (cos jak biegowy X factor/Idol).

No oczywiscie ze sie zglosilam. W aplikacji nalezalo odpowiedziec na kilka prostych pytan, podac PB na poszczegolne dystanse, opowiedziec o dotychczasowym treningu i w 100 slowach umotywowac podanie. Termin nadsylania aplikacji: Midday 19 listopada.

Nie ma to jak czytac ze zrozumieniem. Z niewiadomych powodow midday w mojej glowie funckjonowal tego dnia jako polnoc. Do wczoraj zylam sobie w slodniej nieswiadomosci popelnionego czynu. Dopiero po poludniu dotarlo do mnie znaczenie slowa i trzesacymi rekami probowalam znalezc maila z data wysylki.

11.09am ufffffffff

Podobno bylo ponad 3000 aplikacji i .... tak, wlasnie do mnie zadzownili ze dostalam sie do polfinalowej 40. Serducho mi wali jakbym maraton przebiegla. Wiem, wiem nie dziel skory na niedzwiedziu i takie tam, ale musialam sie pochwalic. Nie jestem w stanie zapanowac nad euforia. Taka szansa trafia sie raz na cale zycie.

Wybrana 6 bedzie musiala prowadzic blogi na stronie RW i na lamach magazynu.

Mam tydzien aby przygotowac sie do wyborow. Byle tylko glowy nie stracic i sie nie przetrenowac.

czwartek, 18 listopada 2010

Lyzwy, Mikolaj i bilet na London Running Show

Praca w Covent Garden ma jednak swoje zalety i tak co jakis czas dostajemy darmowe bilety od okolicznych lokali. Dzis trafily sie bilety na lodowisko w Sommerset House. Deszcz chyba wiedzial, ze lepiej ze mna nie zaczynac i przestal padac tuz przed tym jak dotarlam na miejsce. Trafilismy na dosc niepopularna pore i przez pierwsze pol godziny smigalismy po prawie pustym lodowisku. 

M poczatkowo skorzystal z pomocy pana Pingwina, niestety szybko zostal skarcony przez obsluge i musial odstawic kolege na miejsce (ze niby za duzy byl, czy cos). 

Szybko sie rozkrecil i po kilku probach w "piaskownicy" doskonalil poczucie rownowagi na glownym placu zabaw. 
Udalo mu sie nawet przescignac zawodnika pedzacego na pingwinie

Balwanek
Skoczne skrzypki przygrywaly z glosnikow, nastrojowe swiatlo, nawet ksiezyc swiecil. Do pelnego pakietu romantica brakowalo tylko odrobiny wirujacego sniegu. Gdy tylko zeszlismy z lodowisko znowu sie rozpadalo. 

W tym roku Mikolaj przyszedl do mnie wyjatkowo wczesnie. Od ponad roku przeczesywalam internet w poszukiwaniu pewnej kurtki Gore (Windstoper, dlugie rekawy z dziura na kciuka, oddychajaca i takie tam) w jedynym i slusznym kolorze (czerwonym). Niestety, bez rezultatu. Bylo cos o zaprzestaniu produkcji i wprowadzeniu nowego modelu (ktory wcale mi sie nie podobal). Poza tym ostatnio Gore robi wszystko w tonacji czarno-blekitnej. Czasem pojawial sie gdzie niegdzie egzemplarz w rozmiarze S lub XXXL. Juz zaczelam tracic nadzieje, gdy z pomoca przyszedl nieoceniony ebay. Przypadkiem natrafilam na oferte Oxfamu (organizacja dobroczynna walczaca z ubostwem i niesprawiedliwoscia) a tam nowiutka kurtka w moim rozmiarze, czerwona, dodatkowo z legginsami Gore do kompletu na licytacji. Calosc udalo mi sie ustrzelic za niespelna polowe orginalnej ceny samej kurtki. Z tej radosci az poszlam sobie pobiegac. 


Na zime jestem juz zaopatrzona.

M nie ma za bardzo ochoty na weekendowe targi (obmacywanie biegowych wdzianek i slinienie sie nad nowymi gadzetami nie jest w jego stylu. No chyba ze bylyby to targi xboxowe albo z autkami) wiec wyglada na to ze bede miec wolny bilet. Jezeli ktos jest w Londynie i mialby ochote na wizyte w Olimpii to dajcie znac. 

wtorek, 16 listopada 2010

Kolchoz

Gdzie te czasy gdy czlowiek mogl w spokoju wypic kawe przegladajac poranna prase/blogi/forumy/inne przy biurku? Na zlecenie nowego Glownego Upierdliwieca (GU) zablokowano nam prawie wszystko. Niektore strony i owszem, otwieraja sie, ale zanim dojde do konca artykulu lub chce na cos odpowiedziec to czas sesji wygasa i dowiaduje sie ze „Request denied by WatchGuard HTTP proxy." Co kilka dni w mojej skrzynce laduje tez nowe memo, ktore skutecznie podkopuje motywacje pracownikow. I tak

- nie mamy prawa korzystac z hotelowej kawy, ale wyjscie poza miejsce pracy w celu nabycia wlasnej jest niemile widziane i musi byc skonsultowane z Duty Managerem

- nie mamy prawa sluchac radia w biurze

- nie mamy prawa spozywac zadnych stalych substacji przy biurkach

- sniadanie dotychczas skladajace sie z tostow, dzemow, miodku itd zostalo ograniczone do pieczywa tostowego (ale juz nie tostera) i masla

- palacze zazwyczaj rozproszeni po alejce dostali wydzielony prostokacik (0.5m x 1.5m) odmalowany zolta linia (calkiem jak w kryminale), ktokolwiek przylapany na oddawaniu sie nalogowi poza linia moze sie spodziewac wizyty w biurze GU. Dodatkowo palenie w grupach jest niemile widziane i nie powinno zabierac wiecej niz 4 minuty. GU planuje nad zainstalowaniem tam kamerki. Niedlugo palacy beda musieli sobie grafik rozpisac aby im sie przerwy nie pokrywaly, bo przeciez 2 palacych w tym samym czasie w tym samym miejscu to juz zagrozenie hotelowe.

- raporty, raporty, raporty

- itd, itp

Obstawiamy o czym bedzie kolejne memo. Bo chyba jeszcze zostalo nam kilka rzeczy, ktore mozna by zabronic. To bylo naprawde fajne i ciekawe miejsce pracy, ale coraz czesciej utwierdzam sie w przekonaniu, ze pora sie stad ruszyc. Ale to tak jak z bieganiem, jest mi tak dobrze i bepiecznie w tej mojej comfort zone, ze nie chce sie nic zmieniac. Najprzyjemniejsze treningi to te gdzie biegne sobie bez celu i tempa. A od czasu do czasu trzeba jednak przyspieszyc lub pobiegac po gorkach.

Biegowo ostatnio martniutko. Nawet wiszace nad glowa widmo przyszlych biegow nie dziala motywujaco. Co kilka dni robie sobie 5km i tyle. Nike Grid na jakis czas wywiodlo mnie w miejsca, gdzie wczesniej nie bylam. Niestety juz po zabawie i znowu zapadam sie w miekkosc kanapy, z ktorej tak trudno sie potem wydostac.

Z pozytywnych (biegowo) planow: znajomy zapisal nas na 24h bieg w lipcu. Zabawa polega na przebiegnieciu jak najwiekszej ilosci 10km petli (w terenie) w ciagu 24h gdzie przynajmniej jeden zawodnik z grupy musi byc na trasie caly czas. W tej chwili szukamy namiotow i czolowek. Bieg zaczyna sie w poludnie w sobote a konczy w poludnie w niedziele. Jeden zawodnik moze przebiec dowolna ilosc okrazen, ale musi kazde ukonczyc zanim zmieni go nastepny. Zebralismy grupke 8 osob, wiec nie bedzie trudno. Mozna tez startowac w parach lub indywidualnie. Podziwiam. Kolko lub dwa co kilka godzin nie wydaje sie byc zbyt wymagajace ale bieg przez 24h... Chociaz jak tak pomysle to kolka lub dwa co kilka godzin bez snu przez ponad 24h (trzeba tam jeszcze dojechac) moze okazac sie nie takie latwe i przyjemne.

Za tydzien male swieto biegaczy: targi biegowe w Olimpii. 2 dni tego co tygryski lubia najbardziej. Dodatkowo runners world oferuje 2 bilety w cenie 1. Jak sie oprzec? Chyba jednak karte zostawie w domu, bo na pewno dam sie namowic na jakis wcale nie niezbedny gadget, ktory bedzie kompletnie nieusprawiedliwiony przy moim ostatnim lenistwie.

wtorek, 2 listopada 2010

Halloween Howler

W najnowszym numerze RW jest reklama maratonu krakowskiego. Fajnie zobaczyc cos krajowego.

W ubiegly czwartek, zgodnie z zapowiedzia straszylam w parku Battersea. Podobno 150 osob zapisalo sie na bieg, ale w parku nie moglo nas byc wiecej niz 80. Przebralam sie juz w pracy i w stroju cmentarnej wrozki smigalam metrem na miejsce. Londyn, miasto ktore widzialo juz wszystko, nikt nawet nie mrugnal na moj widok.
Wysiadalam na Sloan Square a tam przypadkiem byla jedna z budek bioracych udzial w Nike Grid, wiec nie moglam sie oprzec i przy okazji zdobylam kilka dodatkowych punktow. 








Wrozka cmentarna w akcji
A na koniec oczywiscie szklanica niezbednego toniku zapobiegawczo przed bolem dnia nastepnego
I kolejny medalik do kolekcji pod lampka

Ubaw po pachy.

Z moja biegowa grupka wariatow (udowodnilismy chyba dostateczna ilosc razy ze pod sufitem nie zawsze rowno) planujemy teraz udzial w 24 godzinnym biegu addidasa Jest nas 6 co daloby 4 godziny biegu na osobe, w trybie godzina biegu 5 godzin odpoczynku to nawet sie nie zdazymy zmeczyc.