niedziela, 14 marca 2010

Pol maratonu adidas Silverstone 2010 czesc.1

Na świeżo, tuz po połóweczce, szybkie przemyslenia. Nasuwa sie tylko jedno: aaaaaaaaaaaałłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłlaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa

piątek, 12 marca 2010

Przedbiegowo

Po sobotniej przebiegnietej 30tce zastanawiam sie jak rozwiazac zagadnienie zywieniowe na zblizajacym sie wielkimi krokami maratonie. Zdac sie na stacje dokarmiajace zapewnione przez organizatora, czy liczyc na siebie i trzymac zapasowego banana w kieszeni? Po 30tu km bez zadnego izotonika, czy batona lekko slanialam sie na nogach, szukajac najblizszego Tesco w celu podniesienia poziomu cukru.

W niedziele proba bojowa - pol maraton na torze Silverstone z ambicja zejscia ponizej 1:50. Moze wyprobuje jakies zelki dolaczane do koszulek z poprzednich biegow i zobaczymy jak na nie zareaguje. Mam nadzieje ze nie odbije sie to negatywnie.

wtorek, 2 marca 2010

Dylematy

"Juz byłem w ogródku witałem sie z gąską..."

Z powodu pewnej ulewy ominęło mnei długie wybieganie w niedzielę. Odrobiłam to częściowo wczoraj biegnąc 11km do pracy (poprawiłam swój czas o całe 6min) i 13km spowrotem. Skąd taka róznica? Poszłam na polowanie vibramek. Po kilkugodzinnych poszukiwaniach udało mi sie w końcu namierzyć sklep, który miał kilka modeli. zdawałoby sie Londyn - centum świata (jak lubia mawiać o sobie Anglicy) a ostatnio mam coraz wieksze trudności ze znalezieniem biegowych gadżetów. Znalazłam w koncu niepozorny sklepik na Highgate & Islington z kilkoma parami niedbale zalegającymi na półce. Zaczęłam od mierzenia modelu Sprint, bo akurat ten byl w moim rozmiarze. 


Po pierwsze - wcale nie sa takie łatwe do założenia. Trzy wieksze palce wchodzą w miare sprawnie podczas gdy najmniejsze gdzieś sie zaplątowuja nie chcąc za nic trafić na swoje miejsce. Po kilku chwilach (i nadgorliwej uczynnej pomocy pana sklepikarza) udało mi sie je załozyc. Co za dziwne uczucie. Niby boso, ale w butach, troche jak w szpilkach ze złamanym obcasem. Dziwnie zaburzona równowaga stopy, pięta opada. Zbyt dużo nie dało sie wyczuc z kilku kółek które zrobilam wokół sklepiku. Butki strasznie zmachlaczone. Pewnie ciekawscy często je mierzą zadziwieni kształtem. Poprosiłam pana o inna kolorystyke (znaczy się w jedynym słusznym, czyli czerwonym). W zamian dostalam lila-różowe. No tak, mam juz gatki rozmiarem z Barbie to czemu nie miałabym jej bucików? Grzecznie podziękowałam i pobiegłam do domu. Lekko zawiedziona, chociaż po dogłebniejszych dzisiejszych poszukiwaniach zawiedzenie przeszło w zadowolenie. 
Five Fingers nigdy nie byly docelowo butem do biegania. Początkowo miały byc alternatywą dla żeglarzy, coś co ochroni stopy dając jednocześnie swobode ruchu. W odpowiedzi na coraz szersze zainteresowanie firma nie kazała długo czekać i juz w tym miesiącu wypuszcza na rynek nowy model SPEED, zaprojektowany z myślą, miedzy innymi o biegaczach.  

Co ciekawe, buty do tej pory robiące furrorę w Stanach model Speed będa miały dostepny tylko w Europie. Choc raz to my a nie oni (hihi), co oznacza, że nie będę musiała przekopywac się przez setki stron by w końcu znaleźć jakiegoś dystrybutora. Prawdę mówiąc juz je znalazłam na stronce purefootwear gdzie mozna je już zamówic z 10% znizką. Według informacji na stronie będą dostepne juz w marcu, czyli bardzo niedługo. Wprawdzie paryskiego maratonu nie uda mi sie w nich przebiec, wiadomo stopy i łydki będą potrzebowały czasu do przyzwyczajenia sie do nowego stylu biegania, ale może juz maraton warszawski...
Teraz nei pozostaje nic innego jak czekac na pana listonosza. Eh jak za starych, dobrych czasów...

niedziela, 28 lutego 2010

Born to Run - z podeszwą czy bez?

Dzis bedzie o książce, która mnie ostatnio poruszyla. 

Zgodnie z zaleceniem producentów od dluzszego czasu rozgladałam się za nowa para obuwia, bo przeciez moje trampki przebieły juz ponad 1500km a zatem amortyzacja pada, guma juz nie ta i ogólnie więcej z buta szkody niz pożytku (tak przynajmniej wmawiaja mi wszelkie poradniki i mądre piśmidła). Wybór, wiadomo, ogromny. Zarówno kolorystycznie, wspomaganiowo jak i cenowo. 
Podeszwa, która dopasowuje sie do stopy przy kazdym kroku, lepsza stabilizacja łuku itd. Im więcej czytałam tym bardziej byłam zagubiona. Skąd pewność, ze lepsze obuwie pomoże mi w osiągnięciu biegowych celów? W tym czasie rozterek obuwniczych biegający znajomy polecił mi książkę, która rzuciła calkiem inne światło na problem obuwia i podejścia do biegania. 

Oto stopy, które potrafią przebiec dziesiatki a może i setki kilometrów, w upale pustyni i chłodzie nocy. Po skalistych wzgórzach i kamienistych wąwozach. Nic nie podtrzymuje ich kostek ani piety, nie maja kolorowych komór powietrznych ani żelowych wkładek. Jedyne, co chroni je od otarcia o kamienie to kawałek skórzanej podeszwy i rzemień. Te stopy należą do czlonka plemienia Tarahumara,  the Raramuri - the Running People. I o nich jest ta książka. A przynajmniej w dużej części.



"Born to run - the hidden tribe, the ultra-runners, and the greatest race the world has never seen" Chrisa McDougalla, bo o niej mowa, ukazała sie w ubiegłym roku i wywołała spore zamieszanie w biegającym światku. Świetnie napisana w niczym nie przypomina dotychczasowych pozycji o bieganiu. Chris zabiera czytelnika w niezwykłą podróż przez niezbadane meksykańskie wąwozy Copper Canyons, 100 milowy bieg Leadville, po drodze przybliżając sylwetki takich ultra biegaczy jak Scott Jurek, Barefoot TedJenn Shelton i przede wszystkim Caballo Blanco i Tarahumara - ultra, ultra biegaczy. A wszystko zaczyna sie od prostego pytania:

Dlaczego boli mnie stopa?

Gdy zwraca się z nim do lekarza ten odpowiada krótko: Bieganie. Ludzkie ciało nie jest zaprojektowane do takiego wysiłku. Co zrobiłby normalny człowiek w takiej sytuacji? Poszukał nowego hobby? Zajął się szydełkowaniem? Chris sie nie poddaje i próbuje znaleźć alternatywne rozwiązanie, które pozwoli mu kontynuować przygodę z bieganiem. W ten sposób trafia do Meksyku. 


Autor w doskonały sposób przeplata historię i niezwykły styl zycia Indian Tarahumara z opisami kilku ultra wyścigów i swoim doświadczeniem z bieganiem na boso. Każdy rozdział pełen jest informacji, cytatatów i anegdotek, które rozbawiają jak również inspirują. Do biegania, do zadumy nad powodem dla którego zakładam buty i wychodzę na dwór niezależnie od pogody. Jenn Shelton zapytana co skłoniło ja do ultra biegania odpowiada: by stać sie lepszym człowiekiem. Sam autor twierdzi, że jedynym powodem jest zabawa, bo co moze byc przyjemniejszego od śmigania przez ciemny las z wiatrem chłodzącym spocone ciało? Czysta przyjemność. To równiez lekcja jaką wynosi ze spotkania z Tarahumara i Caballo Blanco: skup sie na prostocie. W momencie gdy przestaniemy koncentrować sie tak bardzo na czasie w jakim MUSIMY przebiec maraton i zaczniemy czerpać przyjemność z tych środkowych kilometrów, zaczniemy doceniać bieganie. Dla Tarahumara bieg to radość, to zabawa, wolność, niezależnie od tego czy to 10, 50 czy 100 mil, na ich twarzy zawsze gości uśmiech. Zapominamy, że bieganie daje taka przyjemność. Traktujemy bieganie w ten sam sposób jak poród - będzie bolało, i bedzie wymagało mnóstwo specjanych cwiczeń i sprzętu. (...) dla Tarahumara bieganie to nie ciężka praca, to nie kara za nadmierne jedzenie. To sztuka. (...) Mówią: dzieci biegają zanim naucza sie chodzić. 


Euforia autora jest tak zaraźliwa, że po przeczytaniu kilku rozdziałów ma sie ochotę rzucić wszystko i pójść pobiegać. 


Chris rozprawia sie też z teorią spisku wielomilionowego przemysłu obuwniczego. Co roku 80% biegaczy doświadcza jakiegos urazu. Ścięgna, piszczele, Achilles... Niekończąca sie lista. Według autora (i wielu mądrych głów, których badania przytacza) głównym powodem są zbyt wygodne buty. To, co w zamierzeniu ma nas chronić - rozleniwia i naraża na uraz. 
"Buty blokują ból, nie uderzenie! Ból uczy nas by biec w wygodniejszy sposób."
"Wiele urazów stóp i kolan, jakie dotykaja nas w obecnych czasach sa spowodowane obuwiem, w jakim biegamy - mówi Dr Lieberman z Uniwerystetu Harvarda - które osłabia stopy, zmusza do nadmiernej pronacji i naraża kolana. Do 1972, roku w którym Nike wynalazł aktualny but biegowy ludzie biegali w butach z cienkimi podeszwami, mieli silne stopy i cierpieli na o wiele mniej urazów kolan."


Najdroższe obuwie jest najgorsze (?!?!?!?!?!) twierdzi autor. Biegacze używający butów z górnej półki cenowej maja o 123% większą szanse na uraz niz ci biegający w tanim obuwiu (badania Bernarda Marti z szajcarskiego uniwerystetu w Bern).  Udowodniono również, że znoszone, "ubite" obuwie jest lepsze niz te prosto z pudełka. Co ciekawsze im lepiej amortyzowane tym mniejszą ochronę zapewnieją. Buty dostepne na rynku są za miękkie i za grube by chronić stopę. Dlaczego by zatem nie darować sobie całego zamieszania z wyborem butów i zacząć biegac boso?


"Od momentu, gdy zaczniesz biec boso zmienisz sposób w jaki biegniesz" 
Dr Gerard Hartman, irlandzki fizjoterapeata, któremu bezgranicznie zaufały takie gwiazdy jak Paula Radcliffe, Haile Gebrelassie i Khalid Khannouchi popiera bieganie boso od lat. "Pronacja nabrała negatywnego znaczenia w ostatnim latach a to przecież naturalny ruch stopy. Stopa powinna pronować." Biegnąc boso (co oczywiście od razu sprawdziłam po przeczytaniu tego rozdziału) automatycznie lądujemy na zewnetrznej stronie stopy, delikatnie przetaczając sie od małego do dużego palca aż do momentu gdy stopa jest płaska. To właśnie pronacja - delikatny, absorbujący uderzenie skręt pozwalający łukowi stopy na kompresję. (...) Ruch ten jest niemożliwy w obuwiu z grubą podeszwą, która zmusza nas do lądowania na pięcie. (...) Stopa to cud, który inzynierowie próbuja naśladować od wieków. Jej środkową częścią jest łuk - najlepsza podpora jaką kiedykolwiek zaprojektowano. Piekno każdego łuku leży w sposobie w jaki staje sie mocniejszy pod wpływem nacisku, im mocniej go naciskasz, tym bardziej zacieśniaja sie jego części. Żaden szanujący się kamieniarz nie wstawiłby podpory POD łukiem; naciskaj go od dołu i osłabisz całą strukturę. Łuk stopy jest wspierany z każdej strony przez niesamowicie rozciagliwą sieć 26 kości, 36 stawów, 12 gumowych ścięgien i 18 mięsni, wszystkie roziągające sie i zginające się jak podwieszany most odporny na trzęsienia ziemi. 
Obuwanie stopy jest podobne do wkładanie jej w gipsowy opatrunek - twierdzi Dr Hartmann - Jezeli załozysz gipsowy opatrunek, juz po 6 tygodniach można dostrzec 40-60% zanik mięśni. Podobnie dzieje się ze stopą zamkniętą w bucie. 
Dr Hartmann, pracując z wieloma Kenijskimi atletami zauważyl niespotykaną elastyczność ich stóp wynikającą z faktu, że do 17 roku życia biegali boso. 
Bosy człowiek otrzymuje ciągły strumień informacji o podłożu i o relacji z nim, podczas gdy obuta stopa śpi w niezmieniającym sie otoczeniu.

Jeszcze odrobina czytadla w tematyce 




Nie powiem, ogrom faktów, liczb, i mądrych nazwisk podział na mnie pewnie tak jak powinien. Dał do myślenia. Może faktycznie to jakieś rozwiązanie na wszelkie dziwne bolączki biegacza. Biec boso, no tak, ale co z kamykami, zerdzewiałymi gwoździami, rozbitym szkłem i tysiącem potencjalnych zagrożeń dla wydelikaconej ciągłym noszeniem obuwia stopy?
Z pomoca przychodzi Vibram Five fingers - buty przypominające rekawiczki na stopy, z oddzielną komorą na każdy palec. Pomagają chronic stopy przez urazami dając jednocześnie poczucie biegania na boso.






Własnie przeglądam oferty sklepów internetowych, wiec moze juz wkrótce dowiem sie ile w tym prawdy.


*wszystkie cytaty pochodzace z książki są własnego tłumaczenia więc proszę o wybaczenie 

sobota, 27 lutego 2010

Kreative blogger Award

Dostalo mi sie.

Nagrodą Kreativ Blogger od Midi. Nie wiedziałam, że te moje bazgroły kreativne są, ani ze taka nagroda istnieje. Człowiek uczy sie całe zycie. Nie powiem, miło sie zrobiło i pierś z duma do dekoracji nastawiam. 
Zgodnie z zasadą wyróżnienia teraz moja kolej na uhonorowanie kolejnych (przynajmniej) 7 bloggerów i poinformowanie ich o tym w komentarzu. Zazwyczaj wszelkie łańcuszkowe maile trafiają do kosza zanim zdążę doczytać jakie to wielkie nieszczęście mnie trafi jeżeli to zrobię. Nie mniej jednak tym razem będzie go with the flow i uszczęśliwię kilku innych bywalców wirtualnej rzeczywistości. 

And the winners are:

Wawrzyniec za giętkość yyy klawiatury (???) przy cudnie kolorowych opisach jakze szarej rzeczywistości
Kot i Maleństwo - za  koncentracje na tej zabawniejszej stronie życia
Tatter - za przypomnienie, że nie jestesmy skazani na ulepszaczowe gnioty bo bochenek chleba to dzieło sztuki, które potrafi zrobić każdy
Liska za zadumę nad miska zupy
BogaczKa za pasje i cudne aniołki

Nie wyszło 7,

czwartek, 25 lutego 2010

Wiosna powialo

"Zawalila mi sie stodola. Ale ty sie corka  nie martw bo i tak miala byc do rozbiorki" - takimi slowami powital mnie skype skrzeczacy glosem Rodziciela. W Polsce sniegu nadal co nie miara i nic nie zapowiada na to by w koncu mial zniknac. Trudno mi to sobie wyobrazic (chociaz widzialam zdjecia), zwlaszcza w obliczu wiosennej pogody jaka zawitala do Londynu w sobote. Oslepiajace slonce i blekitne niebo jakiego nie widzialam od miesiecy wygonily mnie na zewnatrz. Systematycznie zaniedbuje moje srodkowo-tygodniowe treningi, wiec staram sie chociaz zaliczac dlugie wybiegania. Te niedzielno-sobotnie biegi staja sie pretekstem do zapuszczania sie w kompletnie nieznane rejony miasta. Taka droge do pracy znam na pamiec. Z zamknietymi oczami moge ja przesledzic z dokladnoscia do kazdego z 33 czerwonych swiatel trafiajacych sie po drodze. Okazuje sie, ze wystarczy krok w bok by odkryc calkiem inne oblicze miasta. Londyn posiada dosc spora siec kanalow (ma nawet Mala Wenecje) i jeden z nich trafil mi od nogi. Nieoczekiwanie trafilam na sciezke wykendowych biegaczy i rowerzystow i wcale sie im nie dziwie. Obok oaska betonu biegnacego wzdloz kanalu jest tez sciezka udeptana na trawie. Moje stopy juz daaaaawno miekkiego podloza nie czuly. Mila odmiana po nieustannym tuptaniu po betonie i asfalcie.

Plan zakladal 27km w 2h55min a zatem niezbyt wymagajace, spacerowe tempo 6'40"/km. Piekne okolicznosci przyrody przyprawily mnie o lekki bol szyji, gdy krecilam zawziecie glowa dookola probujac napatrzec sie na rozpozcierajace sie przede mna wiejskie klimaty. Kto by pomyslal ze to jeszcze Londyn. Zle wyliczylam koniec pierwszego odcinka i po powrocie pod dom mialam tylko 25.5km na liczniku, ale stwierdzilam ze bez sensu bedzie robienie 2 kolek wokol okolicy tylko po to by dobic do zalozonego dystansu. Jeszcze tylko 16.5km i jestem gotowa. Wiem juz ze potrafie przepiec 3 godziny pod rzad. Pytanie tylko czy bede potrafila biec troche dluzej i troche szybciej?















poniedziałek, 15 lutego 2010

CW-X Pro

Od trzech tygodni jestem szczesliwa posiadaczka legginsow japonskiej firmy cw-x. Po wielomiesiecznym dumaniu i roztrzasaniu wszystkich za (15) i przeciw (1 - cena) zdecydowalam sie na zakup. Niewatpliwie przyczynila sie do tego rowniez trafiona okazja cenowa. Teraz pora na pierwsza ocene.

Zakladanie. Jest dosc uciazliwe. Getry, jak to gatki kompresyjne, sa bardzo obcisle i zakaldanie ich ciagle przysparza mi troche problemow. Zazwyczaj zatrzymuja sie w okolicach kostek, powaznie zagrazajac poczuciu rownowagi (pierwsza proba zakonczyla sie bolesnym ladowaniem na podlodze). Powoli opanowuje jednak te trudna sztuke i gdy tylko uda mi sie wpasowac kolana to reszta idzie prawie sprawnie.

Na pierwsza przebiezke zabralam je w droge do pracy. To 11km spokojnym tempem. Nic sie nie trzesie, skacze ani nie faluje. Miesnie sa utrzymywane na swoim miejscu, kolano siedzialo cicho przez cala trase, a dol plecow nie zapiszczal bolesnie nawet raz. Ok, adrenalina robi swoje, pomyslalam. Zapewne jestem ciagle w euforycznym stanie wywolanym samym faktem posiadania gatek. Poza tym podswiadomosc robi swoje, skoro tyle kosztowaly to musza dzialac.
Podejrzliwie podeszlam nawet do braku tradycyjnego bolu miesni pojawiajacego sie kilka godzin po biegu.

W niedziele zabralam je zatem na porzadna 24km przebiezke. Po pierwsze, zadziwila mnei lekkosc, z jaka sie w nich biegnie. Tak jakby ktos zdjal mi z nog ciezarki. Mam sile mocniej sie odbijac, podnosic kolana wyzej, biec dluzej. Nastepnego dnia przygotowalam sie na zastygle miesnie, bol i cierpienie. W zamian dostalam poczucie siezosci i lekkosci. Hmm nawet moja podswiadomosc nie mogla mnie az tak oszukac.

Jedyny minus (jak do tej pory) to zapach, jaki wydzielaja: dziwny, chemiczny, metaliczny. Moze jak nowy mikser, musza sie porzadnie dotrzec? Zobaczymy, jak na razie cw-x zyskal nowego fana.

niedziela, 7 lutego 2010

Tydzien 7 - 24km

Dzisiejszy trening zamienił sie w zwiedzanie południowo - wschodniego Londynu. Opowieść w obrazkach:




Uniwesytet w Greenwich










O2

Docklands





Antony Gormley's Quantum Cloud



Radosna twórczość nadbrzeżna

Thames Barrier

Foot tunnel Woolwich



czwartek, 28 stycznia 2010

O gaciach raz jeszcze

Czytalam, ogladalam, przegladalam, porownywalam, szukalam, pytalam nawet snilam o tych gaciach. Mowa oczywiscie o getrach kompresyjnych firmy cw-x. Wahalam sie pomiedzy modelem stabilyx a pro. W pierwszym kusila mnie doskonala stabilizajca wszystkich stawow, zwlaszcza kolan, ktore ostatnio za czesto sie odzywaly. W drugich kompresja odpowiednich miesni. Padlo w koncu na pro. Produkty tej firmy od niedawna dostepne sa w Polsce. Niestety w UK firma ma zaledwie jednego dystrybutora i kosmiczne ceny - £90 za dlugie spodnie. W Stanach ceny sa przystepniejsze, ale dodajac oplate za przesylke wychodzi na to samo. Udalo mi sie wypatrzec pare pro na ebayu - juz z przesylka ze Stanow £62. Przy obecnym kursie funta to i tak taniej niz spodenki 3/4 w Polsce. I na dodatek cale czarne, wiec nie bede wygladac jak cyrkowiec.
Przyszly wczoraj. Z niecierpliwoscia malego dziecka rozrywalam koperte. Rozmiarowo gatki wygladaja jakbym je z Barbie sciagnela, pomimo tego ze wzielam sluszny rozmiar M. Zabawa przy zakladaniu byla przednia. Zatrzymaly sie w okolicach kostek i dalej ani rusz. Balansujac na jednej nodze, z druga niebezpiecznie zaplatana w nogawki skakalam po pokoju probujac doczytac dolaczona instrukcje obslugi. Gdy udalo mi sie wpasowac kolana to reszta juz jakos poszla. Pas jest bardzo ciasny, ale dzieki temu doskonale podtrzymuje tyl plecow i brzuch. Przylegaja jak druga skora, nie uwierajac ani nie przegrzewajac. Poskakalam sobie profilaktycznie po pokoju i to co zwykle faluje i skacze nie ruszylo sie ani o milimetr. Mam nadzieje, ze dzis pobiegamy razem to zdam relacje jak wypadly.

czwartek, 21 stycznia 2010

Tydzien 5 i Czwartek

Plan: 5M (8km) w 50 min i 5M w 45 min

Norme dwudniowa wykonalam wczoraj biegnac do i z pracy. Pora na nowe butki, niestety. Kolana, zimno wdzierajace sie przez dziury na palcach i odnawiajacy sie odcisk w tym samym miejscu mowia to jednoznacznie. Bede musiala sie rozejrzec za nowa para juz teraz by zdazyc ja rozbic przed maratonem.

Dzis w drodze do pracy padla mi linka od zmiany przerzutek, wiec teraz musze jezdzic na najciezszej. Nie ma to jak dodatkowy trening dla czworoglowych ud.

I kupilam cos. Ale o tym jeszcze ciii...... (skacze z radosci i podekscytowania i juz nie moge sie doczekac). Jak dlugo moze isc paczka ze Stanow?

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Poniedzialkowo

Wedlug niejaki Cliffa Arnalla dzis jest najbardziej depresyjny dzien w roku, tzw Blue Monday. Pan Cliff  wyliczyl to sobie z tego prostego wzoru



gdzie W to pogoda, d- dlugi, T - czas jaki uplynal od swiat, Q - czas jaki uplynal od porzucenia noworocznych obietnic, M - niski poziom motywacji a Na to potrzeba wziecia sie do roboty. Niestety autor sam nei jest pewien co mialo oznaczac D.

To ja juz wiem czemu tak trudno bylo sie dzis dobudzic i sciagac z lozka. I na pewnoe nie mialo to nic wspolnego z ukladaniem puzzli i jedzeniem sushi o 1 nad ranem.

Tydzien 4 Niedziela

PLAN: 1M (1.6km) truchtu, 10km w tempie 50min, 1M truchtu
W bieganiu podobno 2 mile sa najtrudniejsze: pierwsza i ostatnia. Cos w tym jest. Potrzebuje dobrych 3-4km aby wbic sie w rytm. Przez ten czas moj umysl bedzie wymyslal tysiace powodow dla ktorych powinnam dac sobei spokoj. Symuluje zadyszke, bol ud, odcisk, zimno. Dopiero od 5tego biegnie mi sie dobrze. Ten czas potrzebny jest mojemu cialu na pogodzenie sie z faktem, ze nie przesztane biec i nie ma innego wyjscia jak dac z siebie wszystko.


Udalo mi sie zrobic 10k w 53min.

niedziela, 17 stycznia 2010

piątek, 15 stycznia 2010

O lenistwie raz jeszcze

Dopadlo mnie wczoraj. Caly dzien jakis przymulony byl, nawet wielki kubas kawy Starbuckowej nie pomagal na dobudzenie. Po dotelepaniu sie do domu (postanowilam skorzystac z dobrodziejstwa metra, zaczytalam sie w najnowszym Brownie i przegapilam swoja stacje) wzielo mnie na pizze. Przez kolejna godzine gniotlam, mieszalam, siekalam i przygladalam sie jak rosnie. Zaciekawil mnie przepis Gordona, ale stwierdzilam ze jednak moj stary jest najlepszy. Sciagnelam tez pomysl Pizza Hut z cheese bites. Efekt: wiadomy. Do tej pory czuje sie ociezala i najedzona.
Dodatkowo mam podeslala przepis na ciasteczka owsiane, ktory okazal sie iscie diabelski. Ciastka sa chrupiace i delikatne i wprost rozplywaja sie w ustach.
Zamiast treningu biegowego mialam wiec silowy (ugniatanie, ukrecanie).
A dzis dla odmiany impreza firmowa, wiec biegania tez nie bedzie. Chyba ze bede scigac nocny autobus na obcasach.

środa, 13 stycznia 2010

Tydzien 4 Sroda,

PLAN: 7M (11.2km) stalym tempem (ok 70min)

Dzis moja wola zatryumfowala w koncu nad lenistwem. Zainspirowana wczorajszym pomyslem przestawilam moje 3 budzenia pol godziny wczesniej (pierwsze godzine wczesniej by obudzic sie i miec satysfakcje ze jeszcze godzina snu, 15min wczesniej by moc sobie spokojnie polezec i nie musiec zrywac sie z lozka no i ostatni o czasie). O dziwo, wstalam. I (o wieksze dziwo) wyszlam na dwor.
Ciemno, oczywiscie, i bialo. Przez noc to co rozpuscilo sie dnia poprzedniego zdazylo znowu napadac. Snieg przykrywal chodniki mieciutka pierzyna i chrupal mi pod stopami, a pierzaste platki wirowaly w powietrzu.
O ile trudniej biegac w terenie. Nie wystarczy ze sobie poskacze w gore i w dol jak na biezni. Tu trzeba jeszcze przeniesci ciezar ciala do przodu. Zdecydowanie te poranne bieganie jest mi potrzebne.
1h18min, 30 czerwone swiatla i 11.68km pozniej dotarlam do pracy.
Teraz trzeba bedzie jeszcze wrocic do domu, bo przezornie bilet na metro zostawilam na stoliku.

Tydzien 4 Wtorek

To wczoraj.
PLAN: 1M (1.6km) truchtu, 4x 800m (4min) szybko z 400m (2min) truchtu pomiedzy, 1M (1.6km) truchtu

W drodze do domu mroz zelzal, snieg sie stopil a zatem .... rozlozylam bieznie. Przegladam zapiski z ubieglorocznego treningu i dostrzegal jedna prawidlowosc: nie lubie treningu szybkosciowego. Za to, ze wykopuje mnie z mojej "comfort zone" i zmusza do wiekszego wysilku.
Dzisiejszy trening byl dobry. Czulam zmeczenie i satysfakcje. Oby tak dalej

wtorek, 12 stycznia 2010

O chceniu ogolnym lenistwie i sniegu

Zasypalo Londyn. Zima zaskoczyla wszystkich (jak co roku polskich drogowcow). Snieg zaczal sie juz 17 grudnia a wiec na dzien przed moim wylotem na Kanary. Strona lotniska w Luton przyprawiala mnie o zawal swoimi doniesieniami o opoznieniu lotow, odwolywaniu a nastepnie zamknieciu lotniska z powodu srednich a nawet malych opadow sniegu (jakby tak patrzec w polskiej skali). Jak sie potem okazalo nerwowka byla niepotrzebna bo lecielismy z Gatwicka (dobrze ze zauwazylam roznice jeszcze przed wyruszeniem z domu a nie np na lotnisku). W  kazdym razie od tamtej pory snieg skutecznie paralizuje Anglie a zwalszcza Londyn. Pociagi opoznione lub odwolane, 30% ludnosci zostaje w domu, polki w okolicznych marketach przywoluja wspomnienia z poczatkow lat 80tych w Polsce (nie zebym pamietala osobiscie ale filmy Bareji byly dosc malownicze). A wszystko z powodu 5cm bialego puchu. Lezy sobie niewinnie na ziemi, lub wiruje mokrymi platkami nie zdajac sprawy, ze wina za cale zlo tego swiata spada teraz na niego. Nie dostarczone przesylki? Winny jest snieg. 2 godzinne spoznienie? - snieg. Podwyzka cenowa zarcia dla kota? - snieg.


Duza czesc Londynczykow, w tym ja, dojezdza do pracy rowerem. Niezaleznie od pogody, pada czy wieje pedalujemy wytrwale by ograniczyc emisje dwutlenku wegla, zmniejszyc korki itd. Przyzwyczajona do polmetrowych zasp w domu wyciagnelam rowerek pierwszego sniegowego dnia. 3 pary rekawiczek, 4 koszulki, 2 pary getrow, odblaskowe ocieplacze upodobniajace mnie do szalenstwa lat 80tych. Sciezki rowerowe, niewidoczne spod warstwy sniegu upodobnily sie do lodowiska. Nikomu w ogole nie przyszlo do glowy by posypac je sola. Juz rozumiem jakies lokalne sciezynki w 3ciej strefie, ale nawet tzw "rowerowa autostrada" w centrum miasta przypominala saneczkarski tor wyscigowy.


W tej atmosferze trudno sie wybrac na nadworne pobieganie. Po przedarciu sie przez blotno - lodowy Londyn i dotarciu do cieplego (w miare) domku trudno sie zmusic do ponownego wyjscia na zewnatrz.Kanapa kusi miekkoscia, TV kolejna powtorka "Przyjaciol". A licznik bije. Z 150 dni nagle zrobilo sie 88. Zaczely sie nocne sny o maratonie. Do tej pory na 2 godziny przed startem uswiadamialam sobie ze nie mam numerka startowego, zapomnialam mp3, nie moglam znalezc trasy bo w ogole nie byla oznaczona a nikt nie biegl przede mna i po przerwie na kawe w trakcie biegu (?!?!?!) nie moglam znalezc butow. Bo to oczywiste ze trzeba je bylo do tej kawy zdjac. Nie wiem za bardzo skad te sny. Jak na razie czuje sie dosc pewnie (a moze nie powinnam?). Polowe, czyli te 20k jestem w stanie przebiec komfortowo, a ciagle pozostaja 3 miesiace porzadnego treningu. Trzeba tylko przemoc to niechcenie.
Sporo ludzi biega nadal. Zastanawiam sie czy nie zamienic rower na asicsy i biegac do i z pracy (11km w jedna strone). Czy pomogloby to w treningu? a moze pozostac przy rowerku i skupic sie na szybkosciowkach i podbiegach w tygodniu? Bieganie do pracy wiazaloby sie automatycznie z wczesniejszym wstawaniem a do tego chyba ciagle nie doroslam (budzik dzwoni o 6 caly czas a ja sie ciesze ze mam jeszcze godzine snu).
Nowe butki by sie przydaly. Te przebiegly juz dobre 2 tys km. Naczytalam sie dzis znowu recenzji gatek cw-x. Moze by sie skusic? Przydaloby sie w lotto trafic.

poniedziałek, 11 stycznia 2010

Wystarczy sie odwazyc

Nowy rok, a zatem nowe plany. Plec piekna tradycyjnie szacuje straty poswiateczno-sylwestrowe i obiecuje:
a) schudne
b) bede sie wiecej ruszac
c) moze zaczne biegac...

I tu wlasnie pojawia sie strona dla Was drogie panie. Te ktore juz biegaja jak rowniez te, ktore chcialyby ale sie boja, nie wiedza gdzie zaczac, brak im odwagi zapraszamy na http://www.kobieta2010.pl/. Kazda znajdzie tu cos dla siebie, porady dotyczace treningu, odpowiedniego sprzetu, relacje z imprez, kobiece trasy biegowe.
Jedyne co potrzebujemy to odwaga, by wyjsc za prog. Odkopmy buty z dna szafy i wyruszmy w niesamowita podroz, w ktora moga nas zabrac nasze stopy. Kto wie, moze okaze sie ze zabiara Was na linie startowa polmaratonu Warszawskiego?