poniedziałek, 11 stycznia 2010

Pierogi, piasek i ocean

W tym roku (znaczy ubieglym juz) zamienilam swiateczne lepienie pierogow na spacery po plazy i szum oceanu. Oczywiscie buty pojechaly ze mna.
Wstawalam rano by przy brzasku budzacego sie slonca biegac po mokrej plazy. Dzien spedzalam na kompletnym lenistwie i weglowodanowym obzarstwie po to by wieczorem znowu wyciagnac trampki i jak Lucky Luck podazyc w kierunku zachodzacego slonca.

Wazna lekcja jakiej nauczylam sie pierwszego dnia: bieganie po plazy angazuje miesnie, o ktorych istnieniu do tej pory nie wiedzialam. Dotychczas uspione krzyczaly ostrym bolem nastepnego dnia.
Kaprysny ocean lizal mi buty probujac mnie zjesc po to by nastepnego dnia uciekac plochliwie spod moich stop.











Na 2 tygodnie porzucilam zorganizowany plan treningowy na rzecz bezstresowego biegu przed siebie. Rano zazwyczaj udawalo mi sie zrobic okolo 10km zanim palace slonce uniemozliwialo dalsze bieganie. Potem 10 dlugosci basenu dla rozluznienia miesni. Wieczorami bylo latwiej i przyjemniej, przy chlodzacej bryzie i zachodzacym sloncu 10km rozciagalo sie w 15 lub nawet 19. Czasem te dlugie wybiegi zamienialy sie w fartlek, gdy fale oceanu zmuszaly mnie do sprintowej ucieczki przed zalaniem.
Zmierz zapadal bardzo szybko. Bywalo, ze bylam w polowie drogi do domu, gdy nagle orientowalam sie ze wokol jest kompletnie ciemno a szlak wyznaczal srebrzysty blask ksiazyca odbiajacy sie w falach oceanu.



Gran Canaria to schody, duuzo schodow. Nie udawalo sie ich ominac zadna trasa.








Maspalomas lezace na poludniu wyspy to rowniez niesamowite wydmy.  Nawet tam trafilam na kilku biegaczy. Biegli boso po rozpalonym piasku usuwajacym sie spod stop.




Jedego dnia zlapal mnie ulewny deszcz. Krople jak igly siekly twarz i odkryte cialo. Bieglam z zamknietymi oczami wdychajac ostry zapach jodu. Przygodni spacerowicze opatuleni w cieple przeciwdeszczowe kurtki przygladali sie z lekkim uniesieniem brwi jak z dziecieca radoscia skakalam miedzy falami wyciagajac rece do na boki i usmiechajac sie szeroko.
Nie bylam jedyna, ktorej deszcz nie wystraszyl.


Zreszta zanim dotarlam do domu, cieply wiatr prawie mnie osuszyl, co i tak nie mialo znaczenia bo od razu po powrocie wskoczylam do basenu.
2 tygodnie minely niewiadomo kiedy. Przez ten czas wybiegalam 125km.

środa, 6 stycznia 2010

Nowy rok, nowe plany



Bede milsza. Tak sobie obiecuje. Bo cos obiecac przeciez wypada. Nowy rok, nowa ja. Zazwyczaj noworoczne zalozenia obejmowaly zmiany w wygladzie. Wiadomo schudnac trzeba, zmiescic sie w te wszystkie ciuchy, ktore leza odlogiem i czekaja na nowa ja. albo rzucalo sie to i tamtu tu i owdzie. Nie wazne co, byle obiecac, tego pierwszego tygodnia caly swiat wygladal idealnie. Wszyscy obiecywali i przyrzekali (nie mowiac juz o politykach).

W tym roku sprawa trudniejsza, bo schudnac udalo sie w roku ubieglym, rzucic nie ma co, bo z nalogow to tylko bieganie. To sobie wymyslilam ze milsza bede. 6 dzien nowego roku, 3 dzien w pracy i juz trudno mi je dotrzymac.

Lepiej wychodzi mi za to planowanie mojego roku biegajacego. Wydarzeniem glownym bedzie pierwszy i mam nadzieje ze nie ostatni maraton w Paryzu (kwiecien). Do tego dorzucam pol maratonu na torze Formuly 1 w Silverstone (14 Marzec) i kolejne w Lizbonie (21 Marzec). Dwie kolejne polowki z ledwie tygodniowym odstepem nie sa madrym posunieciem, wiem. Ale bardzo chcialabym pobiec Lizbone, zwlaszcza poki jeszcze mam dostep do tanich lotow z Londynu. W przyszlym roku moze z tym byc trudniej.
Jezeli plany pojda jak sie planuja to na wrzesien bedzie maraton w Warszawie. To tak ambitnie troche. Ale wierze ze Paryz mi sie spodoba. Cos tak czuje w kosciach, ze jak pobiegne ten pierwszy to wciagnie mnie tak samo jak polowki. I to mowie ja, Leniwiec Kanapowy. Nie moge uwierzyc jak bardzo zmienilo sie wszystko przez to ostatnie poltora roku.  A najbardziej miniony rok.

No wlasnie, moze jeszcze przed planami jakies podsumowanie tego co sie wydarzylo?

Styczen uplynal na chaotycznych przygotowaniach do mojego pierwszego polmaratonu. A raczej przygotowaniach do przygotowan. Zapisalam sie na niego w chwilowej niepoczytalnosci i potem nie bylo juz odwrotu. Przekopywalam internet w poszukiwaniu planow, uczac sie o VO2, fartleku, temporunach, zyciowkach, PB i innym kosmicznym slownictwie. Sciany pokoju zaczely sie oblepiac definicjami i planami. Ostatecznie stanelo na planie Hila Hildona

Luty to bieganie i okazjonalne zmaganie z tym draniem dorsiflexorem.

Ah marzec i moja pierwsza polowka na torze Silverstone. Przerazenie, rozwolnienie, ekscytacja, neipewnosc. Tego dnia przelecialam przez cale spektrum doznawanych emocji. Nie wiedzialam czy jestem w stanie, czy mi sie uda, czy dam rade. Okazalo sie ze dam. Z kilkoma przerwami na marsz udalo mi sie ukonczyc trase w 2h5min. Duma i uniesienie jakie czulam po przekroczeniu linii mety daly mi do zrozumienia dwie rzeczy:
a) kocham bieganie i nie ma teraz rzeczy niemozliwych
a) juz nigdy nie bede normalna, i ta polowka to dopiero poczatek

W kwietniu niestety popsula sie moja opaska Nike+. wraz z nia opadla motywacja. Zabawne jak taka mala zabawka potrafila dodawac checi. Czulam sie jakbym uczyla sie biegac na nowo. Gdy nie moglam polegac na wskazaniu tempa biegu musialam uczyc sie sluchac swojego organizmu co niestety bylo trudne.

Maj to Nun Run - zwariowany 5km bieg w strojach zakonnic z moja jeszcze bardziej zwariowana biegajaca grupka i  LONDON BUPA 10k. Bieg  naszpikowany zabytkami jak dobra kasza skwarkami. Jak mawiam Pawlak. Big Ben, Parlament, London Eye, Katedra St Paul, Buckingham Palace. Trudno sie skupi cna bieganiu, gdy wokol tyle do ogladania.

Czerwcowe pol maratonu w Southend-on-Sea. Upalny dzien, nerwy, niedyspozycja i brak dobrego przygotowania daly mi niezla lekcje pokory. Zeszlam z trasy po 13km gdy zaczelam widziec czarne plamy. Rozsadek wzial gore nad duma.

Lipiec -Pazdziernik byly poprostu przyjemnymi truchtaniami. Bez wiekszego ladu i skladu. To daje do zastanowienia. Bez przyslowiowego bata nad glowa (czytaj: zaplanowanego biegu do ktorego trzeba sie przygotowac) trudno mi sie zmobilizowac do regularnego wysilku. Plan debiutu na maratonie w Warszawie rozplywa sie jak papierosowy dym.

Listopad rozpoczal sie pojawieniem sie na rynku nowej, ulepszonej wersji opaski Nike+. Radosc przeogromna bo brakowalo mi tego malego gadzeciku. Czestotliwosc treningow automatycznie sie zwieksza napedzana iloscia nowych rywalizaji na stronie Nike. To wiadomosc od organizatorow maratonu londynskiego, ze jeszcze nie pora na moje uczestnictwo. I decyzja, ta najwazniejsza. Debiut w maratonie paryskim. Listopad to rowniez dosknaly czas na tarzanie sie w blocie, doslownie. Hell Run - okolo 19km bieg przelajowy. Doskonala zabawa i niezly sprawdzian wytrzymalosci.

W grudniu rozpoczelam bardziej ukierunkowane przygotowania do maratonu. ambicja: 4h. A najlepiej 3.59. Wiem ze moge, mam na to sily. Musze tylko wlozyc w serce w trening. Grudzien to pierwsze swieta Bozonarodzeniowe i okoliczny czas nie spedzony za stolem, ale dla odmiany przebiegany. Buty jada ze mna na urlop i pozwalaja przebiec 125km po kanaryjskich plazach.

Rok 2009 moge zatem zamknac bilansem okolo 1000 przebiegnietych km.

Bieganie stalo sie nieodlaczna czescia mojego zycia. W tej chwili nie wyobrazam sobie sytuacji, ktora zmusilaby mnie do zawieszenia butow na kolku (chyba ze zaawansowana ciaza hehe).

wtorek, 15 grudnia 2009

Tym razem niedzielne bieganie zabralo mnie w okolice Stratford. Jakos zawsze cignie mnie na wschod (tesknota za domem?), wiec tym razem wybralam sie na polnoc. Po przebiegnieciu poltorej kilometra wzdloz A13 - trasy szybkiego ruchu i wdychaniu spalin wbiegam na Greenway


To kilkunastokilometrowa sciezka rowerowo-biegowa bedaca czescia Capital Ring o ktorym pisalam wczesniej. Po halasie mijajacych mnie aut cisza panujaca na sciezce dzwoni w uszach. Sciezka jest troche zaniedbana, ale przynajmniej spokojna. Rzeskie, mrozne powietrze nie zacheca Londynczykow do niedzielnych spacerow, wiec po drodze mija mnie tylko kilka psow, ktorym udalo sie wyciagnac wlascicieli na spacer.
Sciezka wije sie wsrod dosc ciekawych okolicznosci przyrody, ,wiec na nude nie narzekam.





Konczy sie tuz przy powstajacym stadionie olimpijskim na Stratford. Ostatnio bylam tu w sierpniu podczas biegu Newham 10k. Roznica jest kolosalna:

        








Na mysl przychodzi mi od razu budowa naszego stadionu narodowego i oszalamiajaca predkosc z jaka powstaje. Coz, wiekszosc dobrych polskich budowlancow jest zapewne w Anglii i pracuja przy budowie obiektu olimpijskiego.




Marudze. Bedac przy stadionie mialam na liczniku 10km. Nie mialam ochoty na powrot ta sama droga (nie lubie wszelkiego rodzaju petli i powtorzen). Poza tym nie usmiechalo mi sie biec pod wiatr, wiec skrecilam nad okoliczny kanal, ktory prowadzil do domu.


Calosc: 13.5km zajela mi 1h22

piątek, 11 grudnia 2009

Mikolajowi dziekujemy

Mikolajek byl bardzo szczodry dla mnie w tym roku. Chyba nadrabial za poprzednie zaniedbania. Rowniez biegowo sprawil sie niezle.

http://www.bieganie.pl/ oglosilo konkurs na prace pisemna w dowolnym formacie w jakims stopniu nawiazujaca do biegania. Akurat pracowalam nad relacja z Hell Runnera wiec niewiele myslac zglosilam ja do konkursu i ... moja praca zostala zakwalifikowana do zwycieskiej 9. Jest mi niezmiernie milo, zwalszcza ze nagroda byl zestaw do biegania adidasa, w tym kurtka za ktora ostatnio sie rozgladalam.

czwartek, 10 grudnia 2009

Niedziela

Plan: 8mil w 80min, wykonany: 13km w 82min

Lubie te niedzielne wybiegania. Bieganie dla samej przyjemnosci. Nie ma tempa, konkretnej odleglosci, trasy. Po prostu wychodze z domu i biegne gdzie mnie oczy poniosa. A niosa mnie roznie. Tym razem bieglam w poszukiwaniu malej zielonej strzalki wskazujacej mi droge. Troche jak zabawa w podchody z dziecinstwa. Strzalka byla mala, wiec na rozstajach musialam sie niezle nameczyc aby ja znalezc.


Londyn pelen jest ukrytych sciezek prowadzacych przez parki, krzaczory, osiedla, nad woda. Jedna z nich - Capital Ring prowadzi wokol calego miasta i te wlasnie wykorzystalam podczas mojego treningu. Calosc zakonczyla sie operacja bez znieczulenia przeprowadzona na mojej piecie przy uzyciu igly i pensety.
Bo kto widzial zeby biegac tyle ze szklem w bucie?

wtorek, 8 grudnia 2009

Kochany Swiety Mikolaju

Podobno bieganie to najtanszy sport swiata. Ja w takim razie musze cos robic zle.

"Kochany Swiety Mikolaju,

W tym roku poprosze ten oto milusi zestawik do biegania. Nad butami jeszcze pomysle.

Dziekuje

z powazaniem

W"




niedziela, 6 grudnia 2009

Santa Run 2009 Battersea Park, London



' Nie do wiary jak ten czas leci' - pomyslal Mikolaj przeciagajac sie rano. Zmeczone sprezyny skrzypnely, gdy podniosl sie z lozka. W drodze do lazienki jego uwage przykul wielki gruszkowaty kszalt odbijajacy sie w lusterze na drzwiach szafy. Zazwyczaj staral sie omijac je wielkim lukiem, ale dzis wiedzial ze nie uda mu juz dluzej odciagnac tego momentu. Coroczne mierzenie. Zimne dreszcze przebiegly mu po plecach na samo wspomnienie ubieglorocznych wydarzen. Smiech Elfow, te niecne male poczwary, z chudziutkimi raczkami wpisanymi w geny. I te komentarze Rudolfa, ze mu sanie za ciezko ciagnac - zdrajca jeden. Stanal bokiem do lustra i poklepal sie po wypuklym brzuchu. Kazdy wie, ze Mikolaj ma byc rubasznym, okraglym starszym panem.  Swiateczne Regulacje Kominkowe - tez cos. Lepiej uzbroic sie w cierpliwosc, bo ten rok nie bedzie sie niczym roznil od poprzedniego, kiedy to zabronili mu nawet zblizac sie do ciasteczek zostawianych przez dzieci przy kominku a w zamian musial nadgryzac kazda marchewke przeznaczona dla Rudolfa.  Ciekawe co wymysla tym razem
'Mikolaj' - lomotanie do drzwi odciagnelo go od ponurych rozmyslan - 'Przestan sie chowac i wychodz szybko!'
Narzucil szlafrok, wzial gleboki wdech i otworzyl drzwi.
'Ho, ho ho!' - zagrzmial stajac u szczytu schodow i spogladajac na tlum zebrany w wielkim holu. Przyszli wszyscy aby byc swiadkami jego corocznego upokorzenia. Gizmo - zarzadca Elfow - czekal przy drzwiach wielkiej starej szafy. Mikolaj pokonal z ociaganiem kilka stopni dzielacych go od podestu i skrzywil sie na dzwiek otwieranych drzwi. Moglby przysiac ze celowo nie oliwia zawiasow aby przerazliwym skrzypieniem dodac scenie dramatyzmu. Gizmo z szelmowskim blyskiem w oku otwieral je powoli, milimetr po milimetrze przeciagajac napiecie, torturujac go wizja tego co za chwile mialo nastapic.
Oto i on. Powod jego bezsennosci i glowny bohater koszmarow. Stroj. Blyszczy sobie niewinnie w polmroku szafy.
Westchnal i zrezygnowany rozwiazal pasek szlafroka pozwalajac mu opasc na podloge. 'Czy nie wystarczy, ze musi stac przed calym tym tlumem w bieliznie? Musza go jeszcze upokazac wytykajac kilka dodatkowych kilogramow?' Z ociaganiem siegnal po spodnie. Zatrzymaly sie w okolicy ud i nijak nie chcialy wejsc wyzej.
' Niemozliwe' - pomyslal ze zloscia, naciagajac je ze wszystkich sil. 'Musze. Sie. Zmiescic'.  Caly hol wstrzymal oddech patrzac na niego z niedowierzaniem. Trzask rozrywanej tkaniny zelektryzowal zebranych wywolujac kolektywne 'och!'.
Spodnie zialy wielka dziura na lewym posladku. Gizmo usmiechnal sie z przekasem podajac mu pas. 'Prosze badz dobry. Prosze badz dobry. Prosze...' modlil sie w duchu probujac zapiac go pod brzuchem. Z przerazeniem stwierdzil ze nie ma wystrczajacej ilosci dziurek.
' Drodzy zebrani' - Gizmo zwrocil sie do tlumu - ' Jak co roku zbieramy sie tu aby upewnic sie ze Swiateczne Regulacje Kominkowe beda przestrzegane. Pamietajmy, nie jestesmy tu po to by oceniac - zerknal wymownie na Mikolaja - czy krytykowac - puscil oko do Rudolfa - Naszym celem jest przede wszystkim bezpieczenstwo zarowno nas jak i mieszkancow. Jak widzicie - wykonal zamaszysty ruch dlonia w kierunku nieszczesnych spodni - obecny stan szanownego Mikolaja nie pozwala na rzetelne wykonanie swiatecznych obowiazkow i jest zagrozeniem dla wszystkich bioracych udzial w przedsiewzieciu. Pamietajmy, ze naszym celem jest szerzenie radosci z jego odwiedzin a nie zlosci jaka niewatpliwie wyniklaby ze zniszczenia domowych kominkow. Biorac pod uwage wyniki z lat ubieglych przygotowalismy  plan majacy na celu zapobiegniecie nieuchronnej katastrofy.' Siegnal do kieszeni plaszcza i rozwinal zwoj pergaminu.
' Drogi Mikolaju. W trosce o zdrowie i bezpieczenstwo zarowno Twoje jak rowniez dzieci i domostw, ktore bedziesz odwiedzal, Komitet Regulacji Swiatecznych uznal ze musisz zrzucic pare kilo. Aby to zrobic wezmiesz udzial w serii biegow Mikolajkowych zorganizowanych na czesc Twoich imienin. Wszyscy zawodnicy musza biec w czerwonym stroju wiec bedziesz mogl wtopic sie w tlum i nikogo nie zdziwi Twoj brak formy. Ponowne mierzenie stroju za tydzien'.
Mikolaj przygarbil sie zrezygnowany. 'Jak trudne moze byc przebiegniecie 6km?'

Dzis trening w obrazkach







Mikolaj nie wielblad, swoje zrobic musi...













Odwaga niektorych dodawala sil




Rudolf - zdrajca jeden, szpiegulec. Sanie mu ciezko ciagnac, a panienki sobie wozi








Zaroslo sie troche, ale przynajmniej latwiej sie schowac





Od lewej: Europa, UK, USA



Gdzie sie nie rusze kule- szpiegule



Gdy Mikolaj drzemie Zlosliwe Elfy psoca









Ktos musi go w koncu doprowadzic do porzadku

piątek, 4 grudnia 2009

There's no such thing as bad weather, just soft people

Trudno wpisac treningi w napiety grafik. Jeszcze nie potrafie sie zmobilizowac do tego by grafik zorganizowac wokol treningu a nie odwrotnie. Pogoda nie rozpieszcza, jezeli nie leje przez kilka dni z rzedu, to zimny porywisty wiatr wywiewa wszelka chec na wyjscie na zewnatrz.
Wczoraj zaplanowalam sobie fartleka, ale tak po 8 powieki staly sie niewyobrazalnie ciezkie, wiec stwierdzilam ze nalezy mi sie krociotka drzemka. Taka na zregenerowanie. Nastepne co pamietam to poranny budzik.
Poranne wstawanie nadal mi nie wychodzi i powoli trace nadzieje ze kiedykolwiek uda mi sie zwlec z lozka wczesniej niz o 7. Zdecydowanie nie jestem rannym pasjonatem.
Od poniedzialku ponownie wprowadzam weglowodany wiec to tez powinno troche pomoc.
Dobrze ze juz piatek